Inne · 3 min czytania
Bezruch
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Leżę. Leżę już od dawna. Prawdę powiedziawszy, nie pamiętam by kiedykolwiek było inaczej. Ciągle w tym samym miejscu - przez minuty, godziny, lata. Mam czas, dużo czasu. Nic nie wskazuje, bym w przyszłości miał się poruszyć. Leżę i obserwuję. Czyż mam coś innego do roboty? Dzień, noc. Noc, dzień. Gwiazdy, słońce, księżyc, obłoki. Niezmienny cykl od lat. Wiosna, lato, jesień, zima. Ktoś to już napisał? A może skomponował? Co z tego. Nic mnie nie rusza.
Leżę wiosną. Znikła już biała pierzyna. Niby ciepła, lecz ograniczała mi pole widzenia. Mikron po mikronie wydłuża swe liście świeża trawa. Z precyzją chirurga obserwuję jej wzrost. A może zegarmistrza? Nieważne. Co mi tam, leżę. Kwiaty mleczu pokryły okolicę żółtym dywanem. Już wkrótce będę miał nową zabawę. Białe spadochroniki polecą w świat. Zawsze to jakieś urozmaicenie.
Leżę latem. Lubię lato. Łapię promienie słońca powierzchnią ciała. Wydaje mi się, że zaczynam nawet szybciej myśleć. Lubię lato. Tak dużo się dzieje. Tylko ja leżę. Żniwiarze wyszli w pole. Słyszę ich głosy. Czasami któryś przejdzie obok. W górze skowronek śpiewa swoją piosenkę. Lubię lato. Obserwuję obłoki na niebie. Trenuję wyobraźnię. Kłębiaste obrazy zmieniające się co chwila. Lubię lato. Sierpniowe burze napełniają podnieceniem. Czuję…