srodowisko · 4 min czytania
Białe rękawiczki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{i}This is the way you left me. I'm not pretending. No hope, no love, no glory, No happy ending...{/i}*
Lizzy nie była ładna. Jej skóra była zbyt blada, a włosy i oczy zbyt ciemne. Gdy padał deszcz, fryzura nie układała jej się w wilgotne fale. Stawała się mokra, jeszcze bardziej czarna i potargana. Oczy Lizzy nie miały barwy węgla ani nocnego nieba. Były po prostu czarne. Rzęsy miała proste i krótkie, ale tak ciemne, że mocno kontrastowały z niezdrowo białą skórą. Jej charakter też nie należał do idealnych. Złościła się równie często, co uśmiechała, smuciła równie często, co śmiała. Czasem wpadała w furię i bywała też irytująca, zwłaszcza ze swoim bałaganiarstwem. Przerażenie ogarniało cię za każdym razem, gdy przekraczałeś próg jej mieszkania. Nieraz, kiedy się wściekała, rzucała tym, co akurat miała pod ręką. Wtedy szybko uciekałeś z zasięgu wzroku swojej siostry. Ale Liz nigdy nie płakała. I miło się uśmiechała, kiedy coś ją rozbawiło. Tak, uśmiech miała piękny. I dołeczki w policzkach też. Ubierała się dziwnie. Nawet bardzo. Po ulicach spacerowała w długich czarnych płaszczach, ewentualnie ciemno zielonych rozciągniętych swetrach. Nie nosiła zbyt wielu kolorowych strojów. Lubiła je przymierzać, oglądać na wystawach sklepowych, ale nigdy ich nie kupowała. Uważasz, że to tylko niektóre z jej dziwactw.
***
Jest późne popołudnie i idziesz do kina. Wyświetlają jakiś denny kryminał. Nie znosisz ich, ale myślisz, że Liz je uwielbiała, więc oglądasz. Zawsze marudziła i wyciągała cię na siłę do kina, na spacer czy po prostu w jakieś inne zwyczajne miejsce. Ty zawsze się ociągałeś, tłumaczyłeś, że nie masz czasu, ale szedłeś z nią, jak z rozkapryszonym dzieckiem, tam, gdzie cię prowadziła. Nadal mówisz sobie, że to dziwne.
***
Następnego dnia idziesz odwiedzić jakąś daleką ciotkę w szpitalu. Nawet nie wiesz dokładnie, w jaki sposób jesteś z nią spokrewniony. Ale idziesz, bo tak trzeba. Bo…