Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

psychologia · 6 min czytania

Biel

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Krew. Ciekawe, jak niewiele o niej wcześniej wiedziałam. Myślałam, że z żyły wypływa powolną strużką. Przecież przez lata krążenia wciąż tymi samymi szlakami powinna była nauczyć się spokoju. Godności. Ale nie. Zawsze patrzę na igłę, którą pielęgniarka wkłuwa w moje ramię. Zawsze jestem tak samo zaskoczona, gdy odpina opaskę uciskającą. Czerwień tryska wtedy równą linią. Przypomina światło tych punktowych laserów, którymi bawią się gimnazjaliści.W kilka sekund wypełnia kolejną fiolkę. Ucisk wacika. "No,już." - mówi ze swoim profesjonalnym, pokrzepiającym uśmiechem kobieta w fartuszku. Moja krew wypełnia szklane fiolki codziennie. Czy dlatego jestem coraz słabsza? Ile ze mnie, ile mojej energii jest w tej czerwieni? Czy żabio uśmiechnięte pielęgniarki zabiją mnie w końcu, kropla po kropli? I powiedzą "No, już."? Byłam silna, gdy mnie przywieźli. Pamiętam, że moje pięści potrafiły głośno uderzać w plastikowe okna. W białe okna, białe szafki, białe poduszki... Biel. Wszystko białe! Nienawidzę bieli, która otacza mnie tu ze wszystkich stron. Zbyt słaba, by chociaż odwrócić głowę, nie mam ucieczki. Nawet ja sama jestem już niemal biała, widzę to po swoich rękach. Jakby ta pieprzona nieskazitelność pochłonęła wszystkie inne kolory! Oni tu mówią, że biel jest piękna. Czysta. Ksiądz, tłusty spaślak, który przychodzi mówić nam o sile modlitwy i sensie cierpienia, wciąż powtarza, że niebo i anioły są białe. Nie chcę w to wierzyć. Jeśli wśród bieli się umiera, to potem powinno być inaczej. Nieprawda? Ja chciałabym, żeby niebo było żółte. Tu nie ma nic żółtego. Nie wolno przynosić kwiatów, jajko wygląda, jakby składało się z samego białka, odwiedzający ubierają się jak na pogrzeb. Jakby już się przygotowywali. Może i mają rację. Ale moje niebo nie będzie żółte. Bo Bóg mnie nie usłyszy, on tu nie zagląda. Gdyby nas widział, nie mógłby spokojnie usiedzieć na swoim tronie na dźwięk płaczu tej dziewczyny, którą przywieźli wczoraj. Słyszałam ją w nocy - ciche, zduszone poduszką piski, rozpaczliwie tłumiony szloch... Nie wiem, dlaczego tu jest. Nie pytałam. "Co ci jest?" brzmi nie na miejscu, gdy odpowiedź może brzmieć tylko :"Umieram". Ona wkrótce przestanie. Na początku wszyscy płaczą. Przychodzi lekarz. Biel jego fartucha... uderzyłabym go, gdybym mogła unieść ramię. Gdybym miała siłę pomyśleć, że chcę zacisnąć rękę w pięść. Nie mam. On też uśmiecha się pokrzepiająco, głupio. Uczą ich tego na wykładach z psychologii medycyny? Patrzy w białe kartki, mówi coś, czego nie rozumiem. Jego głos też nie ma koloru, jest czysty i sterylny. "Jak się pani czuje?", "Gdzie się podziała pani wola…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Biel — czytnik · opowiadania