Rodzina · 5 min czytania
Bierz i leć
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Obudziła się około południa. Bolało ją dokładnie wszystko, całe ciało, nawet włosy i paznokcie. Dobrze kojarzyła, to paskudne uczucie, gdy język jest przyklejony do podniebienia, a na zębach piasek. Z trudem odkleiła się od zapoconej poduszki, usiadła na brzegu łóżka i długo wpatruje się w swoje stopy i wsłuchuje się w ból, a ten jest obezwładniający. Chciała zawołać matkę, ale wydała z siebie tylko nieprzyjemny skrzekliwy dźwięk. Z reguły, to wystarczyło, żeby matka pojawiła się przy jej barłogu, dziś było, inaczej, była w mieszkaniu sama. To nawet lepiej, że nikogo nie ma. Nie będzie biadolenia, gderania ... no i, nikt jej nie będzie zatrzymywał w domu siłą. Przecież musi iść. Powlekła się do drzwi wyjściowych. Nieudolnie gmera przy zamkach, szarpie za klamkę. Zamknięte! Zamknęli ją na taki zamek, którego nie otworzy od środka. Jakim prawem! Przecież jest dorosła! Przez ramię zerknęła w stronę okna, już wie, którędy wyjdzie z domu. Z trudem uniosła rękę. Ciężką, jakby z ołowiu, sięgnęła do klamki. Rozumiała co robi. Wszystko miała zaplanowane. Przecież była zamknięta, przede wszystkim chciała się wydostać z czterech ścian. Nie ważne jaką drogą, byle do CELU. Z wysiłkiem przekręciła klamkę okna, szarpnęła, z głośnym skrzypnięciem otworzyło się szeroko. Poczuła uderzenie gorącego powietrza, zapach rozgrzanego betonu i asfaltu. To zapachy, które kojarzyły się jej z wolnością. Kiedyś wiedziała, że mieszka na ósmym piętrze, kiedyś znaczy nie dziś. Dziś nie miało, to żadnego znaczenia. Nie było żadną przeszkodą. Wyjść, wydostać się ... nieważne jak, którędy ... O dziwo, bez trudu przełożyła przez parapet prawą nogę. Z lewą poszło trudniej. Usiadła na parapecie. Nawet nie zerknęła w dół. Po co, przecież zapomniała, że to ósme piętro. Pod pośladkami poczuła przyjemny chłód kamiennego parapetu i nieprzyjemne uczucie, kiedy w chude uda wbiła się jej rama okienna. Teraz trzeba się przechylić do przodu ... Unosi się na drżących z niecierpliwości dłoniach. Przesiada się na rozgrzany słońcem blaszany parapet. Szybciej ... Blacha zaczyna parzyć uda i dłonie ... Nie bez trudu odpycha się, jest zbyt słaba, ale ciężar ciała ciągnie ją powoli. Zsuwa się ... czuje uderzenie łokci o parapet. Nie leci w dół, zsuwa się, trąc głową po elewacji bloku. Ciało nabiera rozpędu. RĘCE !!! Te, czepiają się brudnego tynku i wszystkiego, co złapią po drodze. To niezależne od