Fantastyka · 4 min czytania
Bieszczady
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jasna, księżycowa poświata zalewała łąki na Bieszczadach. Słodki zapach sosnowych igieł rozpływał się w powietrzu wprawiając ostatnich turystów w stan lekkiego otępienia. W oddali pokrzykiwały bieliki. Mokre od rosy źdźbła trawy błyszczały jak kryształy. Bujna roślinność kładła się po sobie pod wpływem wiatru. Tą właśnie cudowną doliną wędrowała młoda kobieta. Na plecach miała wielki, ciężki skórzany wór, a w rękach trzymała niemowlę. Z jej twarzy biło zmęczenie, elektrycznobłękitne oczy przedstawiał ból, zmartwienie ale i także matczyną troskę o dziecko. Kolana jej uginały się z wycieńczenia, głodu. Usta na wyniszczałej twarzy otwierały się i zamykały w nieregularnym oddechu zamarzającym w chłodnym jesiennym powietrzu. W pewnym momencie upadła w trawę. Dolinę przeszyło ciche słabe łkanie. Mijały godziny. Kobieta nie podniosła się, wręcz przeciwnie, położyła się, tuląc malca do piersi. Oddech stawał się coraz słabszy. W pewnym momencie całkiem znikł. Dopiero wtedy niemowlę zapłakało. Jego słaby głosik niósł się echem po Bieszczadzkim lesie. Dopiero gdy zaczęło świtać malec umilkł i zasnął w objęciach martwego ciała swej matki. Nazajutrz, koło południa w lesie rozległ się tęten końskich kopyt i mocne poszczekiwania psów. Zwierzęta podeszły do łąki, na której jeszcze tej nocy rozgrywał się dramat. Psy otoczyły ciało i zaczęły szczekać. To przykuło uwagę myśliwych. Nie minęło parę sekund, gdy zjawili się na polanie. Odegnali psy i spojrzeli w dół. Na ziemi leżała kobieta z dzieckiem u piersi. Najstarszy z nich odwrócił kobietę na plecy. Niemowlę podał młodemu mężczyźnie o krótkiej brodzie. Przyłożył dłoń do przegubu ręki kobiety, poszukując pulsu, niestety bezowocnie. Mężczyzna westchnął i oznajmił: Dla niej nie da się nic zrobić. Weźcie dziecko i jedziemy. Myśliwi usłuchali i wrócili do miasteczka. Spięli konie poganiając je…