Wróć do katalogu

Bieszczady

Jest jeszcze niegotowe ale zamieszczam wszystko co napisałam dotychczas

mikado, opublikowano , 4 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jasna, księżycowa poświata zalewała łąki na Bieszczadach. Słodki zapach sosnowych igieł rozpływał się w powietrzu wprawiając ostatnich turystów w stan lekkiego otępienia. W oddali pokrzykiwały bieliki. Mokre od rosy źdźbła trawy błyszczały jak kryształy. Bujna roślinność kładła się po sobie pod wpływem wiatru. Tą właśnie cudowną doliną wędrowała młoda kobieta. Na plecach miała wielki, ciężki skórzany wór, a w rękach trzymała niemowlę. Z jej twarzy biło zmęczenie, elektrycznobłękitne oczy przedstawiał ból, zmartwienie ale i także matczyną troskę o dziecko. Kolana jej uginały się z wycieńczenia, głodu. Usta na wyniszczałej twarzy otwierały się i zamykały w nieregularnym oddechu zamarzającym w chłodnym jesiennym powietrzu. W pewnym momencie upadła w trawę. Dolinę przeszyło ciche słabe łkanie. Mijały godziny. Kobieta nie podniosła się, wręcz przeciwnie, położyła się, tuląc malca do piersi. Oddech stawał się coraz słabszy. W pewnym momencie całkiem znikł. Dopiero wtedy niemowlę zapłakało. Jego słaby głosik niósł się echem po Bieszczadzkim lesie. Dopiero gdy zaczęło świtać malec umilkł i zasnął w objęciach martwego ciała swej matki. Nazajutrz, koło południa w lesie rozległ się tęten końskich kopyt i mocne poszczekiwania psów. Zwierzęta podeszły do łąki, na której jeszcze tej nocy rozgrywał się dramat. Psy otoczyły ciało i zaczęły szczekać. To przykuło uwagę myśliwych. Nie minęło parę sekund, gdy zjawili się na polanie. Odegnali psy i spojrzeli w dół. Na ziemi leżała kobieta z dzieckiem u piersi. Najstarszy z nich odwrócił kobietę na plecy. Niemowlę podał młodemu mężczyźnie o krótkiej brodzie. Przyłożył dłoń do przegubu ręki kobiety, poszukując pulsu, niestety bezowocnie. Mężczyzna westchnął i oznajmił: Dla niej nie da się nic zrobić. Weźcie dziecko i jedziemy. Myśliwi usłuchali i wrócili do miasteczka. Spięli konie poganiając je…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych