fantastyka · 4 min czytania
Bitwa o twierdzę zwaną Księżycową Wieżą - Epilog
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Właściwy epilog
-Nie powinnaś była dawać tej pisarzynie długopisu do łapy – powiedział Requel. - Oskubałaby cię za kawałek szmatławca! -Mądra drowka po szkodzie – podsumowała Carys wkładając ukończoną książkę na dębową półkę. Pomiędzy innymi regałami, uginającymi się od grubych i zakurzonych tomiszczy, ten wyglądał mizernie i strasznie ubogo, strasząc pustkami. Był to osobisty regał panny Velmondo, lecz od dłuższego czasu jego stan niewiele się zmieniał. -Strasznie pusta ta półka – powiedziała Xiitane, stojąca obok przyjaciółki. -No, moja droga – blondyn szturchnął drowkę pod żebro – musisz ostro wziąć się do roboty, żeby ją zapełnić. Stropiona mina Carys nie pozostawiała cienia wątpliwości, co o tym myśli. Gdyby nie brak czasu i wiele innych problemów, które ustawicznie dręczyło jej myśli, łącznie z Kolmą i myszastą plagą w piwnicy, już dawno coś w tej sprawie by zrobiła. Za nic nie chciała powierzać spisywania swych przygód komukolwiek innemu, doskonale pamiętając, z jakim skończyło się to efektem poprzednio. -Na szczęście mamy na swoim koncie całkiem sporo przygód, więc przynajmniej materiału roboczego nie powinno mi zabraknąć – mruknęła, wychodząc z biblioteki i udając się do salonu. -Bohaterki z takim bagażem zasług powinny być specjalnie uhonorowane – stwierdziła Xiitane, drepcząc tuż za nią. -Taa... Za wkład w pilnowanie porządku w Krainach i wyszkolenie bandy nicponi, która ucieka na widok oskubanego chochlika – Carys zmarszczyła nos. - Jakoś inaczej wyobrażałam sobie karierę bohatera. Drowka usiadła w fotelu i zzuwszy pantofle z ulgą zanurzyła nogi w misce letniej wody, którą właśnie wniosła do salonu Kolma.