Inne · 4 min czytania
Błagam, powiedz nie...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W powietrzu czuć była zapach wilgoci i stęchlizny. Ciemne, zimne mury odstraszały a jednocześnie przywoływały do siebie. Ściany wzbijały się ku górze tworząc piękną całość ze sklepieniem o kolistym kształcie. Innymi słowy kościół jak z bajki w całej swej okazałości. Promienie słońca wpadały do wnętrza przez kolorowe witraże co powodowało całą paletę różnorodnych odcieni żółtego, czerwonego i pomarańczowego padających na ołtarz przy którym stała Ona i On. Ona – miłość mojego życia wyglądała niczym leśna nimfa w swojej kremowo-białej sukni, z niebieskimi spinkami wpiętymi w kruczoczarne, kręcone włosy. Jej twarz, tak jakby rzeźbił ją sam Michał Anioł, idealna. Piękna alabastrowa cera, ciemno-niebieskie oczy, zaróżowione policzki, a usta stworzone wprost do całowania, duże i pełne pomalowane jasno-brązową szminką. Brzuch, który do niedawna był gładki jak tafla lodu, zdążył się już zaokrąglić, co mnie nie zdziwiło, biorąc pod uwagę to, że jest to najprawdopodobniej początek czwartego miesiąca. Jak zawsze piękna, wspaniała stała teraz naprzeciw mężczyzny, który ją kochał i który za parę minut złoży jej przysięgę małżeńską. Dumny jak paw stał On. Niegdyś człowiek, którego nazywałem „najlepszym przyjacielem”, teraz... Sam nie wiem co mam o nim myśleć. Stał w czarnym garniturze z cienkimi, pionowymi, białymi paskami, w niebieskiej koszuli i czarnym krawacie. Nie spuszczał jej z oczu, ja na jego miejscu pewnie też bym tak postąpił. Wyglądała cudownie. Wszyscy goście siedzieli w milczeniu…