Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 5 min czytania

Błękitne Dusze - rozdział 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zno­wu deszcz. Kin­ra przyłożyła po­liczek do szy­by. Na­pawała się jej chłodem, ob­serwując co­raz to no­we kro­pel­ki, po­jawiające się na ok­nie. Gdzieś w głębi do­mu dało się słyszeć ra­dos­ne podśpiewy­wanie Sil­ve­ra, a do no­sa do­cierał za­pach przy­palo­nych ham­burgerów. Tak, chy­ba po­ra na obiad, przeszło jej przez myśl. Z naj­wyższym tru­dem oder­wała wzrok od przygnębiające­go ob­ra­zu na zewnątrz i skiero­wała się do kuchni. Gdy weszła do małego i niez­byt gus­townie urządzo­nego po­mie­szcze­nia, zas­tała tam codzienną scenę z jej niez­wykle iry­tujące­go życia. Po­pat­rzyła z po­lito­waniem na odziane­go w far­tuszek star­sze­go mężczyznę, który ak­tual­nie był zajęty nu­ceniem swo­jej ulu­bionej piosen­ki, i zajęła się niemal całkiem spo­pielo­nymi ste­kami. Wyrzu­ciła całą za­war­tość do kosza, po czym wy­ciągnęła z kie­sze­ni blu­zy komórkę. - Jeśli Sil­ver chce mnie zat­ruć swoim jedze­niem, niech zgi­nie pier­wszy - mruknęła do siebie, gdy wy­bierała nu­mer chińskiego ba­ru. Jed­nak za­nim zdążyła się odez­wać, czy­jaś dłoń wyr­wała jej te­lefon. Od­wróciła się i na­pot­kała nieco urażone spoj­rze­nie opieku­na. - Jak śmiesz za­mawiać jedze­nie za moimi ple­cami? - spy­tał z wyrzu­tem Sil­ver, siląc się na groźny ton. Kin­ra nie mogła pow­strzy­mać uśmie­chu. Cóż, nie wy­padł prze­konująco. - Ja nie pla­nuję, jak pod­stępnie poz­ba­wić cię życia - od­parła i wy­buchnęła grom­kim śmie­chem, widząc minę swe­go rozmówcy. - Nie po­win­naś cza­sem przy­goto­wywać się do Tur­nieju? - mruknął nieza­dowo­lony mężczyz­na. Dziew­czy­na z niedo­wie­rza­niem pokręciła głową. Fakt, może os­tatnio za­nied­bała tre­nin­gi, ale prze­cież wiado­mo, że pier­wszą i drugą rundę przej­dzie z łat­wością. - Chy­ba mnie nie do­ceniasz, Sil­ver. - Jeszcze raz ob­darzyła go uśmie­chem i szyb­kim kro­kiem wyszła z mie­szka­nia. - Do­ceniam, Kin­ro. Na­wet nie masz pojęcia, jak bar­dzo…

***

Dziew­czy­na szła przed siebie, nie zważając na krop­le deszczu, które doszczętnie zmoczyły jej ub­ra­nie, nie mówiąc już o włosach przy­pomi­nających te­raz długi, brązo­wy wo­dos­pad. Z za­myśle­nia wyr­wało ją upor­czy­we pi­kanie i wib­racje dochodzące z urządze­nia znaj­dujące­go się na jej pra­wej ręce. Kin­ra wes­tchnęła prze­ciągle i spoj­rzał na wyświet­lacz swo­jego Dzwon­ka Dusz.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%