Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 6 min czytania

Bliscy i oddaleni

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają i muszą się spotkać aby się ominąć bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze piszą do siebie listy gorące i zimne rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało

są inni co się nawet po ciemku odnajdą lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął byliby doskonali lecz wad im zabrakło

bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej niektórzy umierają-to znaczy już wiedzą miłości się nie szuka jest albo jej nie ma nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek są i tacy co się na zawsze kochają i dopiero dlatego nie mogą być razem jak bażanty co nigdy nie chodzą parami

można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie nasze drogi pocięte schodzą się z powrotem. Jan Twardowski

______Kiedy powiedziałem, że wyjeżdżam do stanów, rozpłakała się. I zrobiła to w sposób tak cudownie samolubny, że nie wiedziałem już ani co zrobić, ani co powiedzieć. Wiesz, że są takie momenty, że jeden gest, jedno słowo potrafi nieźle zamieszać w głowie. I tak właśnie było tym razem. Siedziałem na kanapie, odwrócony do niej bokiem i czekałem aż coś powie. Ale nie powiedziała nic. Tylko przytuliła się i pachniała tym swoim winogronowym szamponem do włosów. Wdychałem go przez bite pół godziny właściwie nie myśląc o niczym. Gdyby ktoś obserwował nas z boku zapewne wyglądalibyśmy jak z jakiegoś starego obrazka. Rozśmieszyło mnie to wybitnie kiedy sobie spróbowałem wyobrazić. Szeroko otwarte oczy wpatrzone w pustkę i głupie miny. - A czepiałeś się jak powiedziałam, że będę studiować we Wrocławiu- przerwała milczenie. Nic nie odpowiedziałem bo wydaje mi się, że nie było potrzeby. No bo co niby miał bym wymyślić? Pewnie skończyło by się jakimś głupim: "no ale..." i koniec. Milczeliśmy tak jeszcze następne pół godziny. Tym razem to ja przerwałem. - Zabiorę Cię do siebie. Kiedy tylko uda mi się coś osiągnąć- naprawdę wierzyłem w te słowa. Wierzyłem, że zabiorę ją do tego przeklętego, tandetnego kraju który tak kochała, mimo, że widziała go tylko na filmach. Równie tandetnych jak i cała tamtejsza kultura. McDonaldsy, kowboje i bloki na które nie wchodzi się pieszo, chyba, że chce się pobić rekord Guinessa. Ale ona marzyła o tym. Ja też. Może i nabraliśmy się na jakiś chwyt reklamowy, albo dopadł nas przekaz podprogowy, nieistotne. - Obiecuję, że zabiorę Cię tam, gdzie nie musisz marzyć o niebie. Poprostu wchodzisz na najwyższy wieżowiec i go dotykasz...Masz całe dla siebie. ______Spojrzałem jej w oczy i ucałowałem w czoło. Delikatnie, po bratersku. Kiedy wyszedłem od niej było już zdrowo po północy. Nie mogłem wrócić do domu. Łzy same napływały do oczu i nie chciałem, żeby rodzice myśleli, że coś się stało. Niedaleko mojego bloku, tuż przy autostradzie, ktoś wybudował działki. Takie rekreacyjne. Żeby starsi ludzie mieli gdzie zasadzić marchewkę, a młodzież gdzie pić w wakacje. O tej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%