Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 4 min czytania

Bluszcz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W krainie tak odległej, a tak bliskiej, tak pięknej i tak tajemniczej, krainie zwanej „życiem”, wszystko toczyło się normalnym, powolnym trybem. Wręcz namacalny i zauważalny był tam spokój i harmonia. Smutek i melancholia były rzadkością, miłość i przyjaźń były składnikiem każdego niemal dnia. Wydawało się, że nic nie może zburzyć panującej tu sielanki. Każda godzina była darem a każde miejsce domem. Wszyscy żyli jak jedna wielka rodzina, każdy miał swą bratnią duszę. Słońce nas karmiło, a deszcz dawał siłę, działał kojąco i uspakajał. Ziemia była matką, fundamentem naszej egzystencji. Ja - piękny, młody i delikatny bluszcz byłem otoczony potężnymi, silnymi drzewami, które niczym rodzice stały zawsze przy mnie. To one były moim drogowskazem, uczyły jak się rozwijać, wskazywały kierunek. Kiedy trzeba było dopuszczały do mnie słońce, czasem chroniły przed wiatrem. W takich warunkach mogłem piąć się prawie do nieba. Niestety nadszedł czas, kiedy zapragnąłem być samodzielny, chciałem zrobić coś na własną odpowiedzialność. Myślałem, że sam poradzę sobie lepiej. Łudziłem się, że jeśli oderwę się od swojej podpory to może znajdę miejsce, gdzie będzie lepiej, gdzie będzie więcej słońca, więcej miejsca dla mnie. Zaryzykowałem ! Okazało się jednak, że egoizm nie wyszedł mi na dobre. Przekonałem się, że życie w symbiozie to najlepsze, co może być. Wspólna pomoc, wsparcie, przywiązanie to wartości najważniejsze, których niedoceniałem wcześniej. Nie potrafiłem sam dać sobie rady. Cóż bluszczowa natura jest taka, że warunkiem do przeżycia i rozwoju jest podpora, musi mieć się na kim wesprzeć. Przyjaciele ostrzegali mnie - nie słuchałem. Kiedy upadłem, wysokie rośliny przytłoczyły mnie. Zabrały światło, powietrze i wodę. Przestraszyłem się. Zdałem sobie sprawę, że wybrałem złą drogę. Nie tak to miało wyglądać. Myślałem, że tak będzie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%