Filozofia · 3 min czytania
Bóg poszedł na chorobowe
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Znasz tę historię, prawda? Sześć dni zajęło stworzenie czegoś z niczego, wszystkiego z braku czegokolwiek, bytu z niebytu... No, w każdym razie wiesz o którą historię mi chodzi. Bardzo twórczy proces, swoją drogą - zaczynając od światła i oddzielenia go od ciemności, przechodząc do następnych etapów. Po kolei, choć nie istniało jeszcze pojęcie czasu, bez pośpiechu, choć idea pośpiechu też nie istniała - skoro nie ma czasu, to dlaczego ktokolwiek miałby się spieszyć? Jakby na to nie spojrzeć taki proces nigdy nie powinien się udać. A jednak się udał, bo sam-wiesz-kto ten projekt nadzorował.
Pierwszy raz słyszałem tę historię na lekcji religii, w podstawówce, dawno, dawno temu. W kościele nie było czasu żeby ktoś mi to wyłożył, ksiądz zawsze był zajęty czytaniem listów do ludzi, których imion nie umiałem wówczas wymówić. Prosta i zrozumiała, od punktu A do punktu B, bez pytań pobocznych. Nawet gdybym miał wtedy jakieś pytania to i tak nie umiałbym ich ułożyć. Przyjąłem, zapamiętałem, zostało. Zawsze bardziej od samego stworzenia interesowało mnie co Bóg robił po pracy. To kolejna rzecz, którą wiedzą…