Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 6 min czytania

bojkot rzeczywistości

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Siedział na pryczy nieruchomo, przyglądając się w skupieniu rosnącej na suficie plamie. Wczoraj nadal przypominała króliczka, dzisiaj była już bardziej podobna do Elżbiety II. Bujając się rytmicznie otwierał i zamykał usta. Nerwowo rozczesał palcami tłuste włosy. Jeszcze raz poprawił krawat. Dzień wizyt w zakładach zamkniętych zawsze był ciekawy. Jak skończy się zamknięcie dwudziestu wariatów z dwudziestoma osobami, których odróżnia od tych pierwszych tylko to, że mogą swobodnie poruszać się po świecie? Tydzień temu van Gogh podarował jakiejś kobiecie ucho ulepione podczas zajęć z plasteliny. Było bardzo śmiesznie. Potem zamknęli go w izolatce, a szkoda. Dziś do Ernesta miała przyjść matka. Jego ekscytacja przejawiała się w częstszym niż zwykle mruganiu oczami. Od czasu do czasu bezwiednie wstawał i uderzał głową w ścianę. Bardzo się cieszył. Musiał koniecznie opowiedzieć jej o tym, że pielęgniarze zabili jego przyjaciela. Tylko za to że był niebieskim ufoludkiem. I nawet nie o to chodziło, że był niebieski czy z kosmosu. To Ernest jeszcze by zrozumiał ,sam nie przepadał za murzynami. Ale Ufkowi, tak go bowiem nazwał, zaczęły pojawiać się między palcami różowe plamy. Próbując mu pomóc, mężczyzna ukradł nóż z kuchni i starał się wyciąć gnijące fragmenty ciała. Wtedy przyszli panowie z białym kiltem i rozharatali Ufkowi brzuch podczas szarpaniny. Rano Ernest obudził się z zabandażowanymi stopami i nie miał małych palców u stopy! - Dzieją się tutaj niedobre rzeczy mamo – wyjąkał nieprzytomnie, układając włosy. Matka była stara, siwa i pomarszczona. Rzadko się uśmiechała, szczególnie do Ernesta. Sprawiało to ,że było mu smutno. - Tak, synku, na pewno – wyszeptała, pocierając ze zmęczeniem nos. Przychodzenie do syna było jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń. Jako dobrą katoliczkę zżerały ją wyrzuty sumienia, że samodzielnie nie opiekuje się synem. Ale po tym, kiedy w nocy prawie spalił wszystkich żywcem mąż nie wytrzymał i przywiózł go tutaj. Była to jedyna słuszna decyzja jaką podjął za życia. Następną była dopiero śmierć. Niech spoczywa w pokoju. Musiałą szybko wracać do domu. Co zrobi dzisiaj na obiad? Coś tuczącego, Kiniusia tak mało je. - Mamo! - wykrzyknął nagle Ernest – Idą po mnie, idą! Weeź ich, błagam! - odrzucił do tyłu krzesło, przewrócił stół – Słonie! Słonie! - mężczyzna cofał się przed wielkim, różowym stworem o świńskiej twarzy. Poruszał się jak goryl, a część cielska wlókł za sobą po podłodze. Sapał głośno, ściekał po nim błyszczący pot. Kilka osób niedaleko powstrzymało wybuch śmiechu…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%