Thriller · 5 min czytania
Brama
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Stałam zapomniana przez wszystkich. Świat miał ważniejsze sprawy, niż Avril Kapaltze. Jak zwykle zresztą, więc chyba powinnam była się przyzwyczaić. Był środek lata. Słońce otulało mnie ciepłymi promieniami, wiatr muskał ramiona. Brzozy z zagajnika szumiały kojąco. Opadłam na kolana; chłód trawy był tym, za czym tęskniłam całe życie. Objęłam się ramionami i zamknęłam oczy. Nie ma mnie…To wszystko nie ma miejsca…Nie istnieję…Kołysałam się w tył i w przód, powoli, monotonnie…Łzy spływały po policzkach, ale wcale ich nie czułam. Nie ma mnie… Właściwie nie wiedziałam, czemu tak się czuję. Wiem, zawsze jest powód, ale może niekiedy nie da się go określić? Zawsze się tak czułam. Tak jak człowiek, dlaczego jest? Jest i już.
Otworzyłam oczy i wstałam powoli, zdziwiona widokiem, jaki ujrzałam. Pomiędzy brzozami stał wysoki, młody mężczyzna i wyciągał do mnie rękę. Znałam go. Nigdy wcześniej go nie widziałam, ale wiedziałam, że znam. Za nim, za brzozami, aż po horyzont rozpościerała się łąka. A na niej brama. Ogromna, a mimo to, wręcz filigranowa – delikatna i bajkowa. Rzeźbiona, a gałązki krzewu różanego otulały jej brzegi. Szewu – tak nazywał się obcy mężczyzna; nic nie mówił, ale ja wiedziałam…Zapraszał mnie właśnie tam, jego oczy mówiły: - Chodź, zobacz inny, lepszy świat…Chodź, nie bój się zmian… Zerwał się silniejszy wiatr, unosząc brzegi krótkiej sukienki, targając włosy. - Chodź Avril, chodź. - Dobrze Szewu, idę… Chodź, chodź, chodź – szeptał do ucha wiatr. Cóż miałam zrobić?
Brama otwarła się cicho, jakby specjalnie przede mną. Spojrzałam Szewu w oczy; mówiły: Idź. Zapach kwiatów był tak intensywny, że aż upijał. Nie wiedząc jak, nagle znalazłam się po drugiej stronie. Wszystko było cudowne. Wielka sala, tysiące ludzi…Szłam, odziana w długą, bajkową suknię z płatków róż; jasno różowa, delikatna, zwiewna. Zbliżałam się do niego. Szewu w stroju księcia - wyciągnął dłoń, ja położyłam na niej swoją. Spojrzał mi w oczy… - Chodź Avril… - szeptał bezgłośnie. - Idę… Przez moment widziałam zmienione