Fantasy · 3 min czytania
Brama
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Nieznane dotychczas miasto ukazało się jej oczom. Spojrzała na walące się mury. Wydawały się być opuszczone. Podeszła do przepaści, która otwierała się przed nią zawsze wtedy, gdy tylko próbowała zbliżyć się do miasta. Ciemność. Sama ciemność. Zdecydowała. Jeden krok, drugi... Odbicie. Jej czarny płaszcz zafalował na wietrze. Czas jakby się zatrzymał. Nie spadała w dół. Nadal była w powietrzu, jakby nagle sekundy stały się minutami. Po chwili poczuła wiatr na swojej twarzy. Spadała, coraz szybciej, szybciej... Mury miasta zbliżały się coraz bardziej... Szarpnięcie. Coś powstrzymało ją od oderzenia o wyschniętą ziemię. Zawisła w powietrzu, czując coś na swoich plecach. Odwróciła się, starając się ujrzeć "to coś". Skrzydła. Wielkie, czarne skrzydła wyrosły z jej pleców, niosąc ją gdzie chciały. Mogła nimi ruszać, ale nie chciała. Czuła, że one lepiej wiedzą, co powinna zrobić. Mury z bliska wyglądały jeszcze okropniej. Powoli opuściła się. Jej stopa dotknęła kamiennego podestu. Z muru posypały się drobne kamienie. Pył z kruszonego delikatnym stąpnięciem podestu spadał powoli, przywodząc na myśl jakąś gęstą, piaszczystą mgłę. Rozejrzała się, mimo że dobrze wiedziała, dokąd ma iść. Skrzydła same niosły ją do przodu, przelatywała przez milczące ulice, mijała zamilkłe tak dawno temu budynki... Po chwili jej oczom ukazała się brama, osadzona w skalistym zboczu. Zbliżała się do niej.