Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

Bronn, hik! Z Nuln - rozdział 3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Altdrof... Piękne miasto. Oj tak, piękne, a jakże piękne piersi w burdelach! Miejsce w sam raz dla płatnego mordercy, bo jak dużo ludzi, to i dużo ludzi chce się zarzynać. Bramy zawsze otwarte, wręcz zapraszające podróżnych, chyba chciały, aby Bronn je przekroczył. Parszywy los jak zwykle chciał inaczej. Szlak Nuln – Altdorf nie należy do najprzyjemniejszych, i nie chodzi nawet o rabusiów, czy stwory czające się w krzakach, ale o najczarniejszą z ciemności, która panowała tutaj co noc. Ciemno, jak w rzyci ogra, i to takiego, co od miesiące nie załatwiał potrzeb. -Cholera! – krzyknął Bronn, który po raz kolejny wjechał w kałużę, która powstała na szlaku, pomimo, że nie padało od ponad tygodnia. Gówno go uratowało. Bełt wystrzelony z kuszy trafiłby go prosto w łeb, gdyby nie fakt, że pochylił się w siodle, aby zobaczyć, w co tak właściwie wjechał tym razem, oraz żeby się upewnić, czy się nie ochlapał. Pocisk przeleciał mu nad głową. -Cholera! – krzyknął ktoś ukrywający się w krzakach. Uratowała go ogrowodupowa ciemność, bo zapewne krzaki zmieniłyby kolor, gdyby Bronn mógł je zobaczyć. Hej, to jakim cudem ten koleś wycelował? Ów „koleś” nie był ludziokolesiem. Nie był też rabusiem, ale czy Bronna mogło to obchodzić? -Zgnij w piekle, nie wiesz, na kogo napadasz! – Krzyknął, po czym roześmiał się głośno. A stworek wyskoczył z krzaków, a skok ten był skokiem godnym podziwu. Zwalił Bronna z siodła. Gorzej. Zwalił konia z nóg. Bronn miał ochotę wykrzyknąć: „co to do cholery jest?!”, ale nie zrobił tego, bo doszedł do wniosku, że cokolwiek to jest, lepiej, żeby jak najszybciej zgniło w piekle. Wyszarpnął miecz z pochwy i zobaczył, coś, co prawdopodobnie było twarzą. Stwór był blady, a raczej biały, tak, że nawet w tej ciemności dało się dostrzec wyraźne zarysy postaci. Oczy miał czerwone, zdawało się, że płoną żywym ogniem, ale to było zapewne złudzenie. Twarz chuda, taka płaska, obrzydliwa. Zęby… dwa kły i szereg malutkich, ale cholernie ostrych zębisk. Brr, straszne. Nawet Bronn nie chciałby zostać dziabniętym przez coś takiego. -Umrzyj, dziadu! – Okrzyk bojowy dodał Bronnowi sił. Szeroki zamach mieczem i ciach! I stwór nie ma ręki. To źle… Brzydal ryknął i uderzył swojego przeciwnika, ale Bronn zdążył zablokować cios. Na jego szczęście. Łapsko tego czegoś było zakończone szponami. Wielkimi i jakże ostrymi. Pewnie ostrzejszymi nawet od ostrza Bronnowego miecza. -Giń! Giń! Giń! – Każdemu kolejnemu ciosowi towarzyszył krzyk. Każda śmiertelna istota powinna paść trupem po takim gradzie ciosów. Stworek nie miał już ani jednej łapy, połowy głowy, a w jego piersi była bardzo głęboka dziura. Ale żył. Z racji, że nie miał już, czym atakować, paskuda zeskoczył ze swojej ofiary i już miał uciekać, gdy Bronn przebił go mieczem, a wbity weń miecz przekręcił. Raz i drugi… i wyciągnął ostrze, wbił ponownie i wyciągnął. Uderzył jeszcze kilka razy, a stwór, jakby nigdy nic, pobiegł dalej. -Co to do cholery było? – Skoro nie udało się wysłać do piekieł, czyli zapewne domku stworka, to pytanie stało się jak najbardziej na miejscu.

***

Altdorf… Już widać wysokie na metrów dziesięć mury miasta. Widać flagę powiewającą na szczycie ratusza, oraz uniesiony ku przestrodze najeźdźców młot Sigmara na świątyni. Jeszcze pół godzinki i zawitamy w mieście. Los – jak to los – chciał inaczej. Od strony miasta wyjechała gromada zapuszkowanych w płytówki jeźdźców. U każdego z nich, pochwa, w której ukryty był półtorak, uderzała w blachę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bronn, hik! Z Nuln - rozdział 3 — czytnik · opowiadania