Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Brutus

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Prezes Świdro tryskał humorem. Właśnie wracał do domu po długiej i męczącej służbowej podróży do Tajlandii, gdzie podpisał kilka niezwykle lukratywnych kontraktów, toteż jego doskonałe samopoczucie wzrastało wraz z wizją coraz szybciej rosnących zysków, która wypełniała jego umysł i miała bezpośrednie przełożenie na coraz wyższy wskaźnik prędkości w jego samochodzie. Dobrego nastroju nie popsuły mu jak dotąd dwa mandaty, które otrzymał za nadmierny pośpiech ani też rozjechany po drodze kot, który plątał się po autostradzie. Mandaty prezes potraktował, jako formę dotacji dla niedołężnej policji, notując jedynie w pamięci, aby kwotę, jaką go obciążono odbić sobie w zeznaniu podatkowym, punktów karnych się nie obawiał gdyż jako człowiek zapobiegliwy i oszczędny już dawno zdobył niemieckie obywatelstwo a co za tym idzie tamtejsze prawo jazdy, którego polskie organy państwowe nie mogły mu odebrać, koty zaś są jak trawa, zawsze jakieś włóczą się po drogach kończąc swój marny żywot na poboczach a mimo to wyginięcie jakąś im nie grozi. Przez chwilę Świdro zastanawiał się jedynie nad perspektywami zrobienia dobrego interesu na nędznej kociej egzystencji, szybko jednak powrócił do liczenia fortuny, jaką spodziewał się zbić w wyniku swej azjatyckiej podróży.

Euforyczny nastrój prezesa skończył się dopiero po dotarciu domu. Bezpośrednią przyczyną była zaparkowana przed bramą ciężarówka, do której dwóch niezidentyfikowanych osobników ładowało właśnie należący do Świdry kredens z epoki Ludwika XIV. Na widok zajeżdżającego przed posesję BMW obaj osobnicy załadowali się pośpiesznie wraz z meblem na tył ciężarówki, która szybko oddaliła się w nieznanym kierunku. Przez chwilę prezes zastanawiał się nad podjęciem pościgu, biorąc jednak pod uwagę, że złodziei było co najmniej trzech zrezygnował z tego pomysłu i pełen najgorszych przewidywań ruszył na oględziny swojej willi.

Pierwsze co zobaczył Świdro to śpiący na trawniku przed domem owczarek niemiecki imieniem Brutus. Obok psa leżał na wpół zeżarta kiełbasa, którą obdarowali go złodzieje, przemieszana ze skorupami autentycznej wazy z epoki Ming, którą rozbił niefortunnie jeden z rabusi potykając się o drzemiącego psa. Prezes poczuł że robi mu się słabo. Leżące przed nim bydlę kosztowało go majątek. Rasowy owczarek, którego przywiózł kilka lat temu z Dortmundu swoim rodowodem sięgał aż do czasów powstania niemieckiego związku kynologicznego. Jego matką była Erin, wielokrotna czempionka i medalistka, ojcem zaś Ruben, dzielny pies strażniczy, który zasłynął swego czasu rozszarpawszy na strzępy włamywacza naruszającego spokój domostwa jego właścicieli oraz pechowego policjanta usiłującego zatrzymać złodzieja. Drzewo genealogiczne Brutusa roiło się od chwalebnych przodków i ich wielkich dokonań, jeden z nich zaś przebywał nawet kilkadziesiąt lat temu przez jakiś czas na terenie Polski, gdzie ponoć dokonał serii wyczynów przysparzających wiele splendoru jego rodowi, o których dziwnym zbiegiem okoliczności niemieccy hodowcy niewiele potrafili powiedzieć prezesowi ponad to, że odznaczony został Krzyżem Żelaznym za wierną służbę na rzecz armii.

Niestety Brutus okazał się wyrodnym synem zupełnie nieczułym na wspaniałość i honor swego rodu. Jego stosunki ze Świdrą układały się fatalnie od czasu, gdy na przejściu granicznym w Zgorzelcu przemycany pod stertą kocy szczeniak zaalarmował swoim skowytem straż graniczną a następnie załatwił swoje potrzeby fizjologiczne…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Brutus — czytnik · opowiadania