Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 6 min czytania

Burza

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

-- Proszę pana! -- zziajane dziecko dopadło do jeepa i spojrzało na mnie dużymi zielonymi oczyma.

-- Słucham -- odpowiedziałem zapalając spokojnie papierosa.

-- Niech szanowny pan spojrzy na zachód -- powiedziało dziecko, płci jak w końcu przyjąłem - nierozróżnialnej, wskazując łapką we wspomnianym kierunku -- nadchodzi burza!

-- Wiem -- uśmiechnąłem się krzywo -- właśnie na nią tutaj czekam -- zaciągnąłem się spokojnie papierosem i spojrzałem na zachod, gdzie, za kilometrami bezkresnej, przygnębiająco pustej dezolacji, zwanej skądinąd pustynią, wyłaniały się srebrno-chaotyczne chmury. Nie, może nie tyle chaotyczne co nieokreślone. Ciekawe skąd wziął się ten kolor i dlaczego jest kolorem. Odpowiedział mi szept wiatru -- "Sssss..." -- oczywiście mało konstruktywnie. Zresztą niczego innego się nie spodziewałem. Dzieciak szarpał mnie bezlitośnie za rękaw.

-- Psze pana, psze pana -- dusił się potokiem własnych słów -- Bo mama mówiła, że to nie jest taka normalna burza.

-- Wiem -- odpowiedziałem nie tyle lakonicznie, co z beznamiętną rezygnacją. Zresztą nie miała ona większego znaczenia niż dym który wypuściłem z płuc. I jedno i drugie mnie zabija. Zagadki, nieświadomość, niewiedza i te cholerne substancje smoliste. Z dziką sadystyczną satysfakcją zaciągnąłem się ponownie, pieszcząc się myślą, że się zabijam. Bardzo miłe uczucie swoją drogą...

-- Mama mówiła że ta burza jest zła -- ciągnął dalej malec niczym mityczny AK-47 o nieograniczonym magazynku, którego jednyną wadą jest wiecznie wciśnięty cyngiel. Ludzie uwielbiają sobie tworzyć mity.

-- Ta burza jest równie zła co ja -- odpowiedziałem malcowi szczerząc zęby. Oczy dzieciaka nienaturalnie wyszły z orbit, a później powróciły na swoje miejsce, obdarzając astronomię jeszcze jednym bardziej wysublimowanym przedmiotem badań.

Malec ucichł.

-- Mama także mówiła -- zaczął w końcu szeptem -- że to pan sprowadził tę burzę.

Spojrzałem na niego spodełba.

-- Kim jest twoja mama? -- spytałem powoli lecz wyraźnie, tak aby każda głoska odbiła się od puszki mózgowej malca.

-- Moja mama jest wiedźmą! -- odpowiedział dumnie malec.

Ależ oczywiście, mogłem się domyślić. Mały patrzył na mnie swoimi dużymi oczami... studiował moje niebieskie oczy zwrócone w kierunku nadnaturalnej burzy, mój demoniczny uśmiech czychający w kąciku ust na bezbronne ofiary. W końcu spytał nieśmiało -- Czy ta burza nas zabije?

Nie spodziewałem się takiego pytania...

-- No... nie. Po prostu przestaniesz istnieć... -- nie wiedziałem jak to ująć -- no bo ty... ty i tak nie istniejesz.

Malec zmarszczył brwi komicznie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%