Rodzina · 18 min czytania
Buziol wraca do kraju
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
"Nad moim niebem zebrały się chmury tak ciemne, jak nigdy dotąd, Ani promień słońca, ani nadzieja przebić się nie mogą, I tak wiszą, A ja trwam tu lewitując pomiędzy niebem, a ciszą Wiszą, To co tak gładko mówione szybko minęło z martwą ciszą, Niech to usłyszą, Ci co nam piachem w oczy sypią. I nie ma na to żadnej rady i nie sposobu Aby iść wciąż do przodu Aby postawić na swoim..."
Ri!codeh "Przez mgłę"
Prolog Koniec wakacji. Dokładnie trzy lata temu. To wtedy właśnie wyjechał. Jego rodzice wyjechali do Stanów w sprawie podziału majątku jakiegoś tam wujka. To nieistotne. On nie mógł zostać. A szkoda, bo może gdyby został z nami to nie doszłoby do tego, do czego doszło. Nie powiem Wam, czy ta historia jest prawdziwa. Sami musicie to ocenić. Wysłuchajcie mnie więc, a już niedługo wszystko stanie się jasne. Zaczęło się od telefonu...
ROZDZIAŁ I
Podniosłem słuchawkę. - Halo? - Michał - usłyszałem dobrze mi znany głos Anety. Sęk w tym, że ostatni raz rozmawiałem z nią dobre trzy miesiące temu. - Posłuchaj... - O co chodzi? - zaniepokoiłem się, bowiem głos Anety zabarwiony był jakąś dziwną nutą. Co się mogło stać, skoro odzywa się do mnie po tak długim czasie? - Och... Chyba nie uwierzysz - usłyszałem w słuchawce - Buziol wraca do kraju. Przez dłuższy okres czasu nie mogłem wykrztusić z siebie głosu. Budziol wraca do kraju. Antek Budziński, lider naszej paczki, po trzech latach nieobecności wraca! Po chwili jednak usłyszałem od Anety pytanie, którym sam siebie zadręczałem przez ostatni rok. - Michał... Co my mu powiemy? - Prawdę - odparłem po prostu - Aneta, ja nie mam zamiaru nic przed nim ukrywać! Bo niby co mu mamy powiedzieć? Cisza po drugiej stronie przedłużała się nieprzyjemnie. Zrobiło mi się głupio. Czemu, u diabła, się na niej wyżywam? - Aneta - powiedziałem - Przepraszam. Kiedy przyjeżdża? - Jutro - padła odpowiedź - Wiesz, dostałam od niego maila i... Odsłuchałem jej wypowiedzi i odłożyłem słuchawkę. Walnąłem się na łóżko i pogrążyłem w niewesołych rozmyślaniach. No bo widzicie - Buziol był przywódcą naszej dziecięcej paczki od zawsze. Jego uczciwa, budząca zaufanie twarz i iście szatańskie pomysły sprawiły, że wszyscy - koledzy, nauczyciele, rodzice, pani w sklepie - nazywali Antka Buziolem. Ech - chyba nie było drugiej takiej ekipy w mieście. Gdy Buziol był w pobliżu, nie było dla nas rzeczy niemożliwych. Antek był ogniwem spinającym nas wszystkich w dobrze zgranej grupie. Gdy go zabrakło - zabrakło i zgrania. Rodzice Buziola musieli pojechać do USA w jakiejś sprawie majątkowej. No i wszystko zaczęło się sypać już po dwóch miesiącach. A Antka nie było przez ponad trzy lata. Po takim okresie nawet on nie zdoła naprawić tego, co udało nam się spieprzyć. Dlatego niezbyt cieszyłem się z takiego obrotu sprawy. Kapitalnie, że Buziol wraca, ale... To co się stało - nawet on tego nie odkręci. Bo śmierci Piotrka raczej nie da się odkręcić. Wstałem z łóżka, otworzyłem szafkę i po raz pierwszy od bardzo długiego czasu wyjąłem z niej zdjęcie - jedyną fotografię, na której byliśmy my wszyscy: Ja, jeszcze z długimi włosami, długowłosa blondynka z wiecznie zatroskaną twarzą - to Aneta. Zuzka, ściskająca w dłoniach jakąś książkę Katarzyny Grocholi, Piotrek o dziwnie zmęczonej twarzy. Obok niego stała wiecznie roześmiana Karolina. No i Buziol. Kogoś brakuje. No tak - w tle, oparty o drzewo stoi Karol. On jeden się nie uśmiecha. Rzadko kiedy widywałem uśmiech na jego twarzy. Bardzo rzadko. Cała nasza grupa. Chyba coś mi wpadło do oka.
Część 22 / 2
ROZDZIAŁ II
Nie zmienił się. No, może trochę. Urósł, włosy nabrały kasztanowego poblasku (wcześniej był rudzielcem) ale uśmiech - ten szczery, poczciwy uśmiech - pozostał taki sam. Jak tylko wysiadł z samochodu, Aneta podeszła do niego i mocno się przytuliła. Buziol pocałował ją w policzek i podszedł do mnie. - Świetnie znów was widzieć - powiedział wesołym głosem. Podając mu dłoń, usiłowałem się roześmiać. Bezskutecznie. Buziol zauważył wyraz mojej twarzy i wyraźnie się zaniepokoił. - Gdzie reszta? - zapytał lekko zbity z tropu - Karolina, Piotrek, Zuzka? A Karol? Opuściłem głowę i zapytałem cicho: - Możemy pogadać? Antek porozmawiał chwilę ze swoimi rodzicami i już w parę minut potem siedzieliśmy w altance, na działce należącej do rodziców Buziola, a którą Antek urządził wedle swojego uznania. Stała tam lodówka (pilnowaliśmy, by zawsze była wypełniona), wysiedziane fotele, a nawet stół do ping-ponga. Ostatni raz byłem tam trzy lata temu. Usiedliśmy. Buziol popatrzył na mnie wyczekująco. - No? Westchnąłem. - Zupełnie nie wiem, jak ci to powiedzieć. Od czego zacząć... - Może od początku? - wszedł mi w słowo Buziol. - No dobra - odparłem po chwili - Lepiej, żebyś dowiedział się od razu, bo ktoś inny mógłby ci sprzedać zniekształconą wersję zdarzeń. Po miesiącu od twojego wyjazdu wszystko zaczęło się sypać. Jasne, spotykaliśmy się cały czas, ale z coraz mniejszym entuzjazem. No, a potem wszystko pochrzaniło się pernamentnie. Pierwszy był Karol. Coraz częściej spotykał się z Siwym i jego bandą - Buziol skrzywił się zaskoczony. - Z siwymi? - upewnił się. Siwy to najgorszy menel w całej okolicy, będący na najlepszej drodze prowadzącej do poprawczaka. - Tak. Karol zaczął mieć coraz poważniejsze zatargi z prawem. Wiesz - napady na ulicach, "czyszczenie" kiosków, krojenie w szkole - to, co zwykle Siwy. Karol w końcu przestał się z nami spotykać. Nawet nam ulżyło... Po paru wyskokach dostał kuratora, ale... - tylko machnąłem ręką - Igrał, igrał no i się doigrał. Stało się w końcu, że Siwy i paru innych napadło i zgwałciło jakąś dziewczynę. Podobno i Karol był z nimi. Nie wiem. Ja w to nie wierzę. A raczej nie chcę wierzyć. Spojrzałem na Buziola. Milczał. - To żart, prawda? - zapytał wreszcie - Głupi, nie na miejscu żart. Powiedzcie, że to nieprawda. - dodał cicho, widząc nasze miny. Skłoniłem głowę. - Niestety. Przykro mi - spojrzałem w ciemnoniebieskie oczy Buziola i po raz nie wiem który zaskoczył mnie ich odcień. Te oczy - tak nieludzko spokojne i tak ludzko ciepłe, mimo ich niesamowitej barwy. Teraz już nie mogłem w nie patrzeć. Sprawiła to utrata tej dziecięcej niewinności, którą miałem jeszcze trzy lata temu. Czy to jest dorosłość, pytałem sam siebie, czy to musi oznaczać kłamstwo, wstyd i ból? - Dostał pół roku poprawczaka. Kiedy wrócił, nie zostało w nim już z tego dawnego Karola - zakończyłem - Od roku nie utrzymuję z nim żadnego kontaktu. Nie mówimy sobie nawet "Cześć" jak mijamy się gdzieś na ulicy. Milczenie wylewało się z nas, niczym miód z rozbitego słoika. Kiedy stało się ono nie do zniesienia, ciszę przerwała Aneta. - Karolina jest w szkole z internatem, gdzieś w Siedlcach. Jej rodzice uznali, że po tej sprawie z Zuzią i Piotrkiem... - spojrzała na mnie prosząco. Westchnąłem. Muszę mu to powiedzieć, pomyślałem, muszę, nawet jeśli on mnie za to znienawidzi. - Piotrek brał narkotyki - szybki oddech Buziola - i to od dobrych pięciu lat. Zaczął chyba jak miał dziesięć lat. Palił haszysz, potem wziął się za heroinę... Ale zapadł się dopiero po twoim wyjeździe. Co gorsza, wciągnął w to Zuzkę. - Niemożliwe - przerwał mi gwałtownie Buziol - Potrafię jeszcze sobie wyobrazić, że sam brał to świństwo, ale nie wierzę, że namawiał do tego Zuzę. Przecież oni... - przerwał. Tak, łączyło ich więcej, niż przyjaźń. Poprawka - łączyłoby ich coś więcej, gdyby grupa nie rozleciała się, jak domek z kart. - Właśnie to sprawiło, że sięgnęła po prochy. Chciała... Sam nie wiem, czego chciała. Wiem tylko, że zaczęła brać rok po twoim wyjeździe - zabrzmiało to jak oskarżenie, mimo że oskarżeniem nie było - Jakieś osiem miesięcy temu przyłapali Piotrka. Jakoś się wywinął, ale uznał że robi się niebezpiecznie, a może po prostu miał już dosyć...? W każdym razie już wtedy był wrakiem, bez perspektyw... Władował sobie w żyłę cały swój miesięczny zapas heroiny. Fundnął sobie odlot na maksa. Nie miał najmniejszych szans. - Mówię ci, to była sądna noc - kontynuowałem - lekarze twierdzili, że taką dawką możnaby położyć słonia. Teraz Zuzka siedzi na odwyku, a Piter... - żal ścisnął mi gardło. Nie dokończyłem. Buziol jakby wcale tego nie zauważył. Wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w bliżej niesprecyzowany punkt na ścianie. - Dobrze - powiedział nagle, dziwnie spokojnym i opanowanym głosem - A teraz powiedzcie mi, że to idiotyczny dowcip, który wymyśliliście pod wpływem impulsu, dowiedziawszy się o moim przyjeździe. Milczałem, milczała Aneta. Buziol też nic nie mówił. Krępująca cisza wlewała się do pomieszczenia i lada chwila groziła zatonięciem. Antek wstał, spojrzał na mnie i odwrócił się. Ruszył w stronę drzwi. -Buziol! - zawołałem za nim. Odwrócił głowę i powiedział - pogadamy jutro - trzaśnięcie drzwi. Aneta ukryła twarz w dłoniach. Zawiedliśmy.
ROZDZIAŁ III
Krzna rzeką jest tylko z nazwy. Bardziej przypomina ściek. Spoglądałem w gęstą, szarozieloną toń, mając sklep Adidasa po swoim prawym…