Buziol wraca do kraju
Opowieść o dorastaniu trudnej młodzieży.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
"Nad moim niebem zebrały się chmury tak ciemne, jak nigdy dotąd, Ani promień słońca, ani nadzieja przebić się nie mogą, I tak wiszą, A ja trwam tu lewitując pomiędzy niebem, a ciszą Wiszą, To co tak gładko mówione szybko minęło z martwą ciszą, Niech to usłyszą, Ci co nam piachem w oczy sypią. I nie ma na to żadnej rady i nie sposobu Aby iść wciąż do przodu Aby postawić na swoim..."
Ri!codeh "Przez mgłę"
Prolog Koniec wakacji. Dokładnie trzy lata temu. To wtedy właśnie wyjechał. Jego rodzice wyjechali do Stanów w sprawie podziału majątku jakiegoś tam wujka. To nieistotne. On nie mógł zostać. A szkoda, bo może gdyby został z nami to nie doszłoby do tego, do czego doszło. Nie powiem Wam, czy ta historia jest prawdziwa. Sami musicie to ocenić. Wysłuchajcie mnie więc, a już niedługo wszystko stanie się jasne. Zaczęło się od telefonu...
ROZDZIAŁ I
Podniosłem słuchawkę. - Halo? - Michał - usłyszałem dobrze mi znany głos Anety. Sęk w tym, że ostatni raz rozmawiałem z nią dobre trzy miesiące temu. - Posłuchaj... - O co chodzi? - zaniepokoiłem się, bowiem głos Anety zabarwiony był jakąś dziwną nutą. Co się mogło stać, skoro odzywa się do mnie po tak długim czasie? - Och... Chyba nie uwierzysz - usłyszałem w słuchawce - Buziol wraca do kraju. Przez dłuższy okres czasu nie mogłem wykrztusić z siebie głosu. Budziol wraca do kraju. Antek Budziński, lider naszej paczki, po trzech latach nieobecności wraca! Po chwili jednak usłyszałem od Anety pytanie, którym sam siebie zadręczałem przez ostatni rok. - Michał... Co my mu powiemy? - Prawdę - odparłem po prostu - Aneta, ja nie mam zamiaru nic przed nim ukrywać! Bo niby co mu mamy powiedzieć? Cisza po drugiej stronie przedłużała się nieprzyjemnie. Zrobiło mi się głupio. Czemu, u diabła, się na niej wyżywam? - Aneta - powiedziałem - Przepraszam. Kiedy przyjeżdża? - Jutro - padła odpowiedź - Wiesz, dostałam od niego maila i... Odsłuchałem jej wypowiedzi i odłożyłem słuchawkę. Walnąłem się na łóżko i pogrążyłem w niewesołych rozmyślaniach. No bo widzicie - Buziol był przywódcą naszej dziecięcej paczki od zawsze. Jego uczciwa, budząca zaufanie twarz i iście szatańskie pomysły sprawiły, że wszyscy - koledzy, nauczyciele, rodzice, pani w sklepie - nazywali Antka Buziolem. Ech - chyba nie było drugiej takiej ekipy w mieście. Gdy Buziol był w pobliżu, nie było dla nas rzeczy niemożliwych. Antek był ogniwem spinającym nas wszystkich w dobrze zgranej grupie. Gdy go zabrakło - zabrakło i zgrania. Rodzice Buziola musieli pojechać do USA w jakiejś sprawie majątkowej. No i wszystko zaczęło się sypać już po dwóch miesiącach. A Antka nie było przez ponad trzy lata. Po takim okresie nawet on nie zdoła naprawić tego, co udało nam się spieprzyć. Dlatego niezbyt cieszyłem się z takiego obrotu sprawy. Kapitalnie, że Buziol wraca, ale... To co się stało - nawet on tego nie odkręci. Bo śmierci Piotrka raczej nie da się odkręcić. Wstałem z łóżka, otworzyłem szafkę i po raz pierwszy od bardzo długiego czasu wyjąłem z niej zdjęcie - jedyną fotografię, na której byliśmy my wszyscy: Ja, jeszcze z długimi włosami, długowłosa blondynka z wiecznie zatroskaną twarzą - to Aneta. Zuzka, ściskająca w dłoniach jakąś książkę Katarzyny Grocholi, Piotrek o dziwnie zmęczonej twarzy. Obok niego stała wiecznie roześmiana Karolina. No i Buziol. Kogoś brakuje. No tak - w tle, oparty o drzewo stoi Karol. On jeden się nie uśmiecha. Rzadko kiedy widywałem uśmiech na jego twarzy. Bardzo rzadko. Cała nasza grupa. Chyba coś mi wpadło do oka.
ROZDZIAŁ II
Nie zmienił się. No, może trochę. Urósł, włosy nabrały kasztanowego poblasku (wcześniej był rudzielcem) ale uśmiech - ten szczery, poczciwy uśmiech - pozostał taki sam. Jak tylko wysiadł z samochodu, Aneta podeszła do niego i mocno się przytuliła. Buziol pocałował ją w policzek i podszedł do mnie. - Świetnie znów was widzieć - powiedział wesołym głosem. Podając mu dłoń, usiłowałem się roześmiać. Bezskutecznie. Buziol zauważył wyraz mojej twarzy i wyraźnie się zaniepokoił. - Gdzie reszta? - zapytał lekko zbity z tropu - Karolina, Piotrek, Zuzka? A Karol? Opuściłem głowę i zapytałem cicho: - Możemy pogadać? Antek porozmawiał chwilę ze swoimi rodzicami i już w parę minut potem siedzieliśmy w altance, na działce należącej do rodziców Buziola, a którą Antek urządził wedle swojego uznania. Stała tam lodówka (pilnowaliśmy, by zawsze była wypełniona), wysiedziane fotele, a nawet stół do ping-ponga. Ostatni raz byłem tam trzy lata temu. Usiedliśmy. Buziol popatrzył na mnie wyczekująco. - No? Westchnąłem. - Zupełnie nie wiem, jak ci to powiedzieć. Od czego zacząć... - Może od początku? - wszedł mi w słowo Buziol. - No dobra - odparłem po chwili - Lepiej, żebyś dowiedział się od razu, bo ktoś inny mógłby ci sprzedać zniekształconą wersję zdarzeń. Po miesiącu od twojego wyjazdu wszystko zaczęło się sypać. Jasne, spotykaliśmy się cały czas, ale z coraz mniejszym entuzjazem. No, a potem wszystko pochrzaniło się pernamentnie. Pierwszy był Karol. Coraz częściej spotykał się z Siwym i jego bandą - Buziol skrzywił się zaskoczony. - Z siwymi? - upewnił się. Siwy to najgorszy menel w całej okolicy, będący na najlepszej drodze prowadzącej do poprawczaka. - Tak. Karol zaczął mieć coraz poważniejsze zatargi z prawem. Wiesz - napady na ulicach, "czyszczenie" kiosków, krojenie w szkole - to, co zwykle Siwy. Karol w końcu przestał się z nami spotykać. Nawet nam ulżyło... Po paru wyskokach dostał kuratora, ale... - tylko machnąłem ręką - Igrał, igrał no i się doigrał. Stało się w końcu, że Siwy i paru innych napadło i zgwałciło jakąś dziewczynę. Podobno i Karol był z nimi. Nie wiem. Ja w to nie wierzę. A raczej nie chcę wierzyć. Spojrzałem na Buziola. Milczał. - To żart, prawda? - zapytał wreszcie - Głupi, nie na miejscu żart. Powiedzcie, że to nieprawda. - dodał cicho, widząc nasze miny. Skłoniłem głowę. - Niestety. Przykro mi - spojrzałem w ciemnoniebieskie oczy Buziola i po raz nie wiem który zaskoczył mnie ich odcień. Te oczy - tak nieludzko spokojne i tak ludzko ciepłe, mimo ich niesamowitej barwy. Teraz już nie mogłem w nie patrzeć. Sprawiła to utrata tej dziecięcej niewinności, którą miałem jeszcze trzy lata temu. Czy to jest dorosłość, pytałem sam siebie, czy to musi oznaczać kłamstwo, wstyd i ból? - Dostał pół roku poprawczaka. Kiedy wrócił, nie zostało w nim już z tego dawnego Karola - zakończyłem - Od roku nie utrzymuję z nim żadnego kontaktu. Nie mówimy sobie nawet "Cześć" jak mijamy się gdzieś na ulicy. Milczenie wylewało się z nas, niczym miód z rozbitego słoika. Kiedy stało się ono nie do zniesienia, ciszę przerwała Aneta. - Karolina jest w szkole z internatem, gdzieś w Siedlcach. Jej rodzice uznali, że po tej sprawie z Zuzią i Piotrkiem... - spojrzała na mnie prosząco. Westchnąłem. Muszę mu to powiedzieć, pomyślałem, muszę, nawet jeśli on mnie za to znienawidzi. - Piotrek brał narkotyki - szybki oddech Buziola - i to od dobrych pięciu lat. Zaczął chyba jak miał dziesięć lat. Palił haszysz, potem wziął się za heroinę... Ale zapadł się dopiero po twoim wyjeździe. Co gorsza, wciągnął w to Zuzkę. - Niemożliwe - przerwał mi gwałtownie Buziol - Potrafię jeszcze sobie wyobrazić, że sam brał to świństwo, ale nie wierzę, że namawiał do tego Zuzę. Przecież oni... - przerwał. Tak, łączyło ich więcej, niż przyjaźń. Poprawka - łączyłoby ich coś więcej, gdyby grupa nie rozleciała się, jak domek z kart. - Właśnie to sprawiło, że sięgnęła po prochy. Chciała... Sam nie wiem, czego chciała. Wiem tylko, że zaczęła brać rok po twoim wyjeździe - zabrzmiało to jak oskarżenie, mimo że oskarżeniem nie było - Jakieś osiem miesięcy temu przyłapali Piotrka. Jakoś się wywinął, ale uznał że robi się niebezpiecznie, a może po prostu miał już dosyć...? W każdym razie już wtedy był wrakiem, bez perspektyw... Władował sobie w żyłę cały swój miesięczny zapas heroiny. Fundnął sobie odlot na maksa. Nie miał najmniejszych szans. - Mówię ci, to była sądna noc - kontynuowałem - lekarze twierdzili, że taką dawką możnaby położyć słonia. Teraz Zuzka siedzi na odwyku, a Piter... - żal ścisnął mi gardło. Nie dokończyłem. Buziol jakby wcale tego nie zauważył. Wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w bliżej niesprecyzowany punkt na ścianie. - Dobrze - powiedział nagle, dziwnie spokojnym i opanowanym głosem - A teraz powiedzcie mi, że to idiotyczny dowcip, który wymyśliliście pod wpływem impulsu, dowiedziawszy się o moim przyjeździe. Milczałem, milczała Aneta. Buziol też nic nie mówił. Krępująca cisza wlewała się do pomieszczenia i lada chwila groziła zatonięciem. Antek wstał, spojrzał na mnie i odwrócił się. Ruszył w stronę drzwi. -Buziol! - zawołałem za nim. Odwrócił głowę i powiedział - pogadamy jutro - trzaśnięcie drzwi. Aneta ukryła twarz w dłoniach. Zawiedliśmy.
ROZDZIAŁ III
Krzna rzeką jest tylko z nazwy. Bardziej przypomina ściek. Spoglądałem w gęstą, szarozieloną toń, mając sklep Adidasa po swoim prawym…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Misiael Pierwszy
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…