Horror · 6 min czytania
Być sobą
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Wprowadzić więźnia! -więzienny porządek powinien być przysłowiowy. Nie jest...dlaczego? Ciężko powiedzieć. Może niewielu oglądało go z bliska? Policja wprowadziła do izolatki człowieka. Emanował spokojem. Pozwolił przypiąć się do fotela. Nie protestował kiedy wstrzykiwano mu środek uspokajający (nadgorliwość policji, również mogłaby posłużyć za przysłowie). Nawet nie mrugnął kiedy "klawisz" z rozmachem zastosował tzw. profilaktyczne uspokajanie, czyli pospolity cios otwartą dłonią w policzek. Stoicki ideał spokoju na wolności, stoicki ideał spokoju w czasie odbywania kary pozbawienia wolności do lat...późno starczych-jeśli liczyć na złagodzenie dożywocia. Człowiek szalenie inteligentny. Wzorowy obywatel. Zasłużony członek partii. Wielokrotnie odznaczany przez władze państwowe. Nieżyczliwi twierdzili, że działał na dwa fronty. Wallenrod Polski Socjalistycznej...nie pierwszy nie ostatni. Kto by pomyślał, ze popełni takie zbrodnie. Kto by pomyślał...
...Oni musieli umrzeć...
-Panie...Dammaier? Dobrze przeczytałem? -młody psycholog uśmiechnął się uśmiechem wymuszonym. Uśmiechem mającym na celu nawiązać przyjazny stosunek na drodze lekarz-pacjent. -Dammaier, dobrze pan przeczytał. Moja rodzina pochodzi z Prus. Proszę nie uśmiechać się do mnie w ten sposób młody człowieku. Raczej nie zostaniemy przyjaciółmi- lekarz odchrząknął, wytarł krople potu ściekające z czoła. Czy to duchota izolatki, czy zdenerwowanie? Został delegowany do leczenia największego zbrodniarza powojennej Polski. Stefan Dammaier doprowadził do rozstroju nerwowego poprzednich siedmiu specjalistów. Prawdziwy zaszczyt. -Przepraszam profesorze. Nie chciałem pana urazić...wiem, że nie lubi pan naszych psychologicznych gierek i wiem, ze nie obchodzą pana moje referencje, nawet to jak się nazywam.-zbrodniarz lekko ruszył prawą brwią. Doprawdy zaciekawił go ten młody człowiek. Pewny siebie, buńczuczny, ale i nowoczesny w swym podejsciu do pacjenta. Tak, to może być ciekawa rozmowa. -Przejdźmy więc do rzeczy-kontynuował- Jak pan dobrze wie, nie rokujemy na poprawy pańskie zdrowia. Nie moze pan praktycznie liczyć na powrót do społeczeństwa. Interesują nas tylko motywy. Motywy zbrodni.-cisza. Dammaier patrzył wprost w oczy lekarza. Psycholog podjął wyzwanie. Szare bez wyrazu, kontra zielone pełne zapału. Doświadczenie, przeciw porywczej młodości. Zbrodnia, przeciwko... zbrodni? Walka wyrównana. Wszystko było inne niż kiedykolwiek wcześniej. Dammaier uśmiechnął się. Lekarz odpowiedział podobnym, miłym wyrazem twarzy.
-Co tam się dzieje? Cholera powinni rozmawiać, a gapią się na siebie i uśmiechają jak pedały.- jakby nie