Religia · 3 min czytania
Cała moja religia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Otwieram drzwi kluczem który dostałem od niej. Kiedy ją poznałem biła taka pozytywna, energia taka niewinna i idealnie radosna. Od razu poczułem we wnętrz jak robi się cieplej, a uśmiech sam ciśnie się na usta. Chwytam za klamkę delikatnie ją naciskam, nie chcę jej obudzić. Zsuwam delikatnie buty, wchodzę do sypialni, duże białe okno jest otwarte na oścież. Falują śnieżnobiałe firanki. Na środku łóżko w jasnej pościeli a w nią wplątana ona jej kasztanowe włosy, rozlane po poduszce.
Siadam obok łóżka i delektuje się jej widokiem, smakuje go w ciepłym wiosennym słońcu. Zbliżam się do niej, budząc ją najcieplejszym pocałunkiem, w jej pełne usta. I witam słowami – jestem przy tobie, wtula się we mnie. Chciałbym żeby ta chwila trwała. Czuje zapach Bzów.
Zaczynamy się całować. Zsuwam jej bieliznę. Gładzę je ciało dłonią, szeptam do ucha –zaczekaj – wracam z kilkoma kostkami lodu na talerzu. Wkładam jeden w usta i delikatnie całuje ją tym zimnym kawałkiem po ciele, czuje jak się rozgrzewa, jak wije się.
Łapie nie za ramiona i przekręca tak że siedzi na mnie okrakiem. Rozsuwa rozporek moich dżinsów, chwyta go ustami, prawie dochodzę. Łapie jej rozżarzone ciało na wysokości brzucha, jest tak gorąca że chcę ją kształtować jak szkło, przez które wpadają najróżniejsze promienie słońca i ogrzewają moją twarz. Sadzam ją na sobie delikatnie…