Inne · 3 min czytania
Chłopak na Simsonie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
– Ale powiem ci o nim coś jeszcze. Tamtego dnia przywitał się swoim zwykłym „cześć, witam”. Owszem, zdarzało mu się mówić „siemasz, brylant”; często specjalnie mówił gwarą „chłopoki”, albo „zobacze ile un tygo mo”. Tak ot, żeby było śmiesznie. Świetną do tego miał mimikę. A jak akurat przechodziłam i ukłułam go palcem w bok, a on podnosił na mnie wzrok, to miał minę jakiegoś najprzystojniejszego aktora. Wiesz, taka zuchwała. Uśmiechał się dosyć dyskretnie, tak zawadiacko. Często jak na mnie patrzył, i jak ja też wtedy spojrzałam, to odwracał wzrok. Koleżanki mówiły, że patrzył na mnie często. Jak się śmiał, to zawsze najgłośniej. Używał takich dziwnych słów… Mówił „ciulstwo” jak coś było bez sensu, a jak chciał z kogoś zażartować to mówił: „Ty ciulu parkowy, wiejski, albo leśny!”. Oryginalna osoba. Bardzo oryginalna. Zawsze jak jechał swoim Simsonem miał na twarzy skupienie. Zaciśnięte wargi. I to jego zabójcze spojrzenie. Silnik jego Simsona zawsze rozpoznawałam z daleka. A jego Simson był dość nowy. Wtedy się przywitał, potem, jak mówiły koleżanki, od czasu do czasu zerkał na mnie. Na jednej z przerw chwilę porozmawialiśmy. A potem mijając go, nie mogłam się oprzeć, i znowu ukłułam go palcem w bok. Zaśmiał się. I ktoś mnie zawołał z drugiej strony. Koleżanka, która chyba była zazdrosna. Chciałam jej coś powiedzieć, ale właśnie wtedy poczułam, jak on mnie tak dotknął w bok. I ten jego uśmiech. Ach…! – No i co…