Inne · 5 min czytania
Chłopiec.... cz.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Od tamtej pory Kadm nauczał ich tak jak kiedyś ktoś jego nauczył. Jego przyjaciele nie wierzyli na słowo: pytali, dyskutowali i poddawali w wątpliwość wszytsko co mówił, ale potrafił im wytłumaczyć, tak jak sam sobie po wielokroć tłumaczył. Torlen sceptycznie podchodził do tych nauk, Meria i Elana również miały wiele obaw. Jedynie Bistor, gdy już usłyszał od kolegów resztę historii, zdawał się nie mieć żadnych zastrzeżeń. Mimo wielu nocy spędzonych na dyskusjach Kadm nie widział u nikogo choćby namiastki wiary, jakby ich serca nie były do tego zdolne. Potrzebował porady, co ma robić, jak ich przekonać, ale w głowie słyszał tylko : naucz ich, naucz ich. Ale jak można nauczyć wiary? Jak? Coraz częściej chodził przygnębiony, w nocy dręczyły go koszmary, a w dzień nawał nauki nie pozwalał mu odpocząć. Czuł się zmęczony i wyczerpany. Chciał w końcu się wyspać, nie płakać już nocami, gdy nawiedzały go koszmary. Potrafił długie nocne godziny zamienić w czas czuwania i modlitwy. Często zasypiał z obrazkiem w ręku. Kilka miesięcy po przykrym wydarzeniu z panią Danillo Kadm chciał opowiedzieć o zmartwychwstaniu. Jego przyjaciele wydawali się zawiedzeni śmiercią Chrystusa, oczekiwali, że zejdzie z krzyża i ustawi swiat po swojemu, ukarze złych, nagrodzi dobrych i będzie żył długo i szczęśliwie jak w baśniach. Nie potrafili tak naprawde zrozumieć, że to nie jest opowieść zaczynająca się od :"dawno, dawno temu...". Kadm był zmęczony i zawiedziony ich zachowaniem, oczekiwał od nich trochę więcej zainteresowania, a nie stwierdzenia :"Nie tak powinna się kończyć dobra bajka". Po skończonych zajęciach nic nie jadł. Poszedł do pokoju i rzucił książki na biurko. Wyjął obrazek z szuflady i usiadł z nim w kąciku. Patrzył długo w twarz człowieka na nim a z oczu płynęły mu łzy. Usta bezgłośnie poruszały się na kształt słów: " Pomoż mi. Co mam robić? Pomóż mi Panie. Proszę.". Po raz pierwszy od wielu mięsięcy zamiast nakazu nauczania usłyszał cichy, słaby głosik: Przyjdź do mnie, przyjdź do mnie. Kadm wstał i otarł łzy. Wołanie, które usłyszał dodało mu sił i sprowadziło spokój. Obrazek schował do kieszeni spodni - chciał go mieć teraz przy sobie. Pukanie do drzwi. Kadm szybko otworzył, lecz zawiódł się oczekując przyjaciół. Na korytarzu stał Jan Bylko z dwoma mężczyznami ubranymi na czarno.
- Słucham? - spytał Kadm…