Inne · 5 min czytania
Choinka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Grudzień
Wywlekają mnie z piwnicy, prostują pozginane kończyny. Odkurzają, czyszczą, ustawiają na środku pokoju, przedtem nadziewając na metalowy stelaż. Stoję naga, czekając na ciąg dalszy. Słychać jak ktoś szpera na pawlaczu, a w końcu taszczy kilka pudełek. Wiem co w nich jest. Mój strój! Wreszcie ktoś mnie ubierze. Dzieci zawieszą bombki, rozścielą łańcuchy i włos anielski. Ustroją watą, a czubek ozdobią gwiazdą. I znowu będę mogła cieszyć się magią świąt, spontaniczną dziecięcą radością oraz zainteresowaniem domowników.
W salonie zagości żywe drzewko. Przytaszczy je z targu ten duży mężczyzna. Jak zwykle będzie narzekał, że zapomniał rękawiczek i ma poobcierane dłonie. „Cudownie jednak pachnące żywicą” – odpowie moja Madzia i pocałuje go w usta. To ona będzie ubierać tamtą wielką choinkę. Ona poświęci jej czas, pieszczotliwie zawiesi każdą ozdobę, ptaszka, stworka, pajacyka, serduszko. Bombki, pieczone pierniki i długie cukierki w celofanie. Włos anielski i papierowe łańcuchy będą tańczyć razem z nią, zanim je rozciągnie na rozłożystych gałęziach pani lasu, którą była nim została ścięta. Zwieńczeniem rytuału będzie zawieszenie błyszczącej gwiazdy na wierzchołku. Zrobi to duży mężczyzna, a potem wyjdzie, wiem o tym, i zapali papierosa. Madzia tego nie lubi i zawsze go za to strofuje, straszny z niego nerwus.
Cały dom wypełni się silnym zapachem choinki, najpiękniejszym z perfum, intensywnym i niepowtarzalnym. Wokół niej będzie toczyć się ten niezwykły czas. Wigilia. Dzielenie się opłatkiem i słuchanie kolęd. Rozpakowywanie prezentów. Święta. Potem zabawa sylwestrowa.
A ja mizerna cicha będę stać tu samotnie i tęsknić. I wspominać czasy, gdy Madzia była małą dziewczynką i swoimi małymi rączkami mnie ubierała. Teraz nie ma dla mnie czasu, zapomniała. Stara już jestem, ale pamięć mam rewelacyjną. Pamiętam jak odwiedzała nas mama Madzi, ale nie było jej już rok temu. Wtedy Madzia płakała, dużo płakała. Siadywała na podłodze obok, tylko w blasku moich światełek i szlochała. Rozmawiała z jakimś panem, bo mówiła do niego Robert. Chciała być sama, ja byłam jedyną niemą towarzyszką jej słabości. Gdy wołał ją ten duży mężczyzna, szybko ocierała łzy i podnosiła się z podłogi, poruszając moimi gałęziami. Bombki trzęsły się i stukały o siebie. Tak bardzo pragnęłam kontaktu z nią, z jej czułymi dłońmi.
Teraz tylko dzieci, jej dzieci dzielą ze mną pokój. Są inne niż Madzia. Roszczeniowe, rozwydrzone, zachłanne i hałaśliwe. Myślę, że duża to zasługa tego