Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 5 min czytania

Ciała

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Duszno. Dym. Światła nieźle dają po oczach, a jednak w pomieszczeniu wcale nie jest jasno. Sylwetki wychodzą z dymu. Jedna za drugą. Jedna za drugą. Jak jakieś zjawy... Ile ich tam jest? Kto tam siedzi? Jak długie jest to pomieszczenie? Nie widzę ściany, nie widzę nawet zarysu jakichkolwiek przedmiotów. Tylko ten dym, od którego - po pewnym czasie - robi mi się niedobrze. Alkohol uderza do głowy, dym z papierosów szczypie w oczy. Przez chwilę wydaje mi się, że czuję słodkawy zapach. Nie jestem w stanie stwierdzić, czy pochodzi on z zewnątrz, czy to tylko wrażenie po smaku w ustach. Odruchowo przejeżdżam językiem po górnych zębach. Zapewne dość zabawnie musi to wyglądać. Odnoszę jednak dziwne wrażenie, że nikt tego nie widział. Ja widzę ich wszystkich, lecz nikt nie dostrzega mnie. Przynajmniej na razie... Rozglądam się po sali. Ludzi jest coraz więcej. Tutaj jest coraz bardziej duszno. Widzę, jak ich ciała falują, jak oni sami podrygują nieidealnie w rytm muzyki. Próbuję coś powiedzieć do osoby znajdującej się obok mnie i z zaskoczeniem stwierdzam, że nie jestem w stanie przekrzyczeć muzyki. Ktoś ciągnie mnie za rękę, ktoś coś próbuje powiedzieć, ale także nie potrafi przekrzyczeć muzyki. Ciężko mi powiedzieć, jak się tu znalazłam. Wiem tylko, że już jestem. Środek sali. Spoglądam w prawo, widzę scenę. To scena? Pomieszczenie nie jest wcale takie duże... Mam dziwne wrażenie, że muzyka przybiera na sile. Ludzie zgodnie krzyczą tekst piosenki. Ich też nie słychać, widać tylko gwałtownie poruszające się usta. Robi się coraz bardziej tłoczno, a ja czuję, że coraz bardziej mi się to podoba. Kolejna salwa dymu na chwilę zasłoniła mi wszystkich. Podpite towarzystwo ociera się o siebie z ledwością utrzymując równowagę. Większość trzyma się jeszcze na nogach tylko dlatego, że co chwilę się od kogoś odbija, nie pozwalając sobie upaść. Ktoś złapał mnie w pasie. Okręcił. Nawet nie dostrzegłam jego (jej?) twarzy, zniknął gdzieś w tłumie i kłębach dymu. Zastanawiam się, co mu to dało... Tak, teraz jestem pewna, że to był on – te dłonie były zbyt duże i szorstkie, by mogły należeć do kobiety. Powoli zaczyna brakować mi sił. Trochę dobijająca jest świadomość, że jeśli usiądę, to zrobi mi się niedobrze. Jeśli wyjdę na dwór – to przemarznę i zmoknę. A jeśli będę dalej tańczyć... Ktoś podał mi puszkę piwa. A może sama sobie wzięłam? Biorę parę dość sporych łyków – na tyle sporych, by aż się skrzywić. Oddałam puszkę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%