Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 9 min czytania

CIEMNOŚCI

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

CIEMNOŚCI

„Fear of the dark, fear of the dark I have constant fear that something's always near Fear of the dark, fear of the dark I have a phobia that someone's always there” Iron Maiden

Ciemność. Było już późno, we wszystkich oknach już dawno pogasły światła, na palcach jednej ręki można by policzyć te, w których kolorowo

pobłyskiwały telewizory. Latarni w tej części miasta było jak na lekarstwo, a spośród tych, które jednak ustawiono, połowę ktoś potłukł - niektóre wręcz

złamano - kilka zaś nie działało z przyczyn niewidocznych gołym okiem. W tej małej uliczce, blade i słabiutkie, niczym kawa zaparzona z połowy łyżeczki

światło rzucała raptem jedna na rogu, za jakieś dwieście metrów świeciły dwie, a jeszcze dalej jaśniało kilka kolejnych, ale ich blask nikł pod ciężarem

wszechwładzy mroku, nie rozjaśniając go ani trochę, tak samo jak miliony gwiazd nie mogą sprawić, by nocą było widno. Niskie, ponure chmury szczelnie

zasnuwały niebo sprawiając, że na księżycową poświatę również nie można było liczyć. Po prostu ciemność. Cisza. W dzielnicy, w której nie ma otwartych do rana knajp, gdzie w wąskich, niebezpiecznych uliczkach spacerują tylko koty, a po zimnych szynach

nie przejeżdża żaden tramwaj, noc aż dzwoni w uszach przejmującą ciszą. Kontrast między hałasem i rozgardiaszem dnia, a panującym teraz chłodnym spokojem

jest doprawdy oszałamiający. Każdy dźwięk, nawet najcichszy, zdawał się być potęgowany w nieskończoność, kaleczący uszy, profanujący to misterium. Jednak

takich pojedynczych odgłosów było niewiele, a kiedy już się zdarzały, paradoksalnie tylko podkreślały doskonałość panującej ciszy. Być teraz w domu, w bezpiecznym i ciepłym łóżku i spać, ewentualnie gdzieś w pokoiku, przy nocnej lampce czytać książkę, lub rozmawiać z kimś

bliskim. To byłoby cudownie naturalne, banalne, przyziemne i takie ludzko boskie. Za kruchymi szybami okien krył się inny świat, świat ciepły, bezpieczny i

przyjazny. Owszem, małe dzieci bały się nawet tam, ze strachem patrzyły na drgające na ścianach cienie, podrygiwały na nagłe dźwięki dochodzące z sąsiedniego

pokoju, mocno wtulały się w pluszowe misie, gdy reflektory czasem przejeżdżającego samochodu rozjaśniały na moment sypialnie. Jednak one w końcu zasypiały i

śniąc ufnie czekały na kolejny świt. Na ulicy było inaczej. Tu każdy przechodzień, jeśli już wychynął z którejś z bram przebiegał prędko, z duszą na ramieniu, nie pewny, czy gdzieś w

mroku nie czyha jakieś realne, lub zgoła irracjonalne niebezpieczeństwo. Wielkie miasto, wielki ekosystem, gdzie kryją się masy spokojnych zjadaczy chleba,

ale także, gdzie wietrzą okazję padlinożercy, wreszcie, gdzie czai się jakiś drapieżca. Walka niczym nie różniąca się od tej w dżungli. Ofiara chce przeżyć,

łowca również, ale dla jego przeżycia konieczna jest śmierć ofiary. Kto jest drapieżnikiem? Kto może czekać w ciemnej uliczce na łatwy łup, kto zastawia

perfidne pułapki i sidła? To właśnie jest najgorsze, że nigdy nie wiadomo. Bezdomni, złodzieje, bandyci, mafiozi załatwiający brudne interesy... jest się kogo bać. A duchy, mroczne potwory, upiory i zjawy? Podobno nie

istnieją, ale czy w taką noc, jak ta, przemykając samotnie pod murami kamienic można być tego pewnym? Czy ten ruch, tam za śmietnikiem to wygłodniała strzyga

o hipnotyzującym spojrzeniu, trupim odorze i szablastych zębach, czy po prostu zgraja ucztujących na śmietniku kotów? A to warczenie dochodzącej z czerniącej

się jak smoła czeluści podwórza, to bezdomny pies, czy wilkołak? Daleko w słabym, żółtawym świetle stoi wsparta o latarnię prostytutka... jednak czy to nie

jest aby podstępna wiedźma kusząca potencjalne ofiary? Diabły, maszkary, nieznane cienie, złodzieje, mordercy i Bóg jeden wie, co jeszcze! Za zasłoną ciemności mogło ukrywać się przecież dokładnie

wszystko... * Ostrożnie i cicho wyjrzałem z bramy. Upewniłem się, że z mroku nie obserwują mnie żadne bystre oczy, że za winklem nie czyha coś niespodziewanego.

Dwa, trzy szybkie kroki i już byłem pod murem po przeciwnej stronie ulicy. Znów zastygłem, znów patrzyłem, czy nikt mnie nie zauważył. Jedna z dwóch narożnych latarni zamrugała rozpaczliwie, zabrzęczała i zgasła. Zmrużyłem oczy, skuliłem się i cofnąłem za plastikowy pojemnik z piaskiem. Wydawało mi się, że coś słyszę, że ktoś nadchodził. Może to mylił

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
CIEMNOŚCI — czytnik · opowiadania