CIEMNOŚCI
o strachu przed ciemnością słów kilka
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
CIEMNOŚCI
„Fear of the dark, fear of the dark I have constant fear that something's always near Fear of the dark, fear of the dark I have a phobia that someone's always there” Iron Maiden
Ciemność. Było już późno, we wszystkich oknach już dawno pogasły światła, na palcach jednej ręki można by policzyć te, w których kolorowo
pobłyskiwały telewizory. Latarni w tej części miasta było jak na lekarstwo, a spośród tych, które jednak ustawiono, połowę ktoś potłukł - niektóre wręcz
złamano - kilka zaś nie działało z przyczyn niewidocznych gołym okiem. W tej małej uliczce, blade i słabiutkie, niczym kawa zaparzona z połowy łyżeczki
światło rzucała raptem jedna na rogu, za jakieś dwieście metrów świeciły dwie, a jeszcze dalej jaśniało kilka kolejnych, ale ich blask nikł pod ciężarem
wszechwładzy mroku, nie rozjaśniając go ani trochę, tak samo jak miliony gwiazd nie mogą sprawić, by nocą było widno. Niskie, ponure chmury szczelnie
zasnuwały niebo sprawiając, że na księżycową poświatę również nie można było liczyć. Po prostu ciemność. Cisza. W dzielnicy, w której nie ma otwartych do rana knajp, gdzie w wąskich, niebezpiecznych uliczkach spacerują tylko koty, a po zimnych szynach
nie przejeżdża żaden tramwaj, noc aż dzwoni w uszach przejmującą ciszą. Kontrast między hałasem i rozgardiaszem dnia, a panującym teraz chłodnym spokojem
jest doprawdy oszałamiający. Każdy dźwięk, nawet najcichszy, zdawał się być potęgowany w nieskończoność, kaleczący uszy, profanujący to misterium. Jednak
takich pojedynczych odgłosów było niewiele, a kiedy już się zdarzały, paradoksalnie tylko podkreślały doskonałość panującej ciszy. Być teraz w domu, w bezpiecznym i ciepłym łóżku i spać, ewentualnie gdzieś w pokoiku, przy nocnej lampce czytać książkę, lub rozmawiać z kimś
bliskim. To byłoby cudownie naturalne, banalne, przyziemne i takie ludzko boskie. Za kruchymi szybami okien krył się inny świat, świat ciepły, bezpieczny i
przyjazny. Owszem, małe dzieci bały się nawet tam, ze strachem patrzyły na drgające na ścianach cienie, podrygiwały na nagłe dźwięki dochodzące z sąsiedniego
pokoju, mocno wtulały się w pluszowe misie, gdy reflektory czasem przejeżdżającego samochodu rozjaśniały na moment sypialnie. Jednak one w końcu zasypiały i
śniąc ufnie czekały na kolejny świt. Na ulicy było inaczej. Tu każdy przechodzień, jeśli już wychynął z którejś z bram przebiegał prędko, z duszą na ramieniu, nie pewny, czy gdzieś w
mroku nie czyha jakieś realne, lub zgoła irracjonalne niebezpieczeństwo. Wielkie miasto, wielki ekosystem, gdzie kryją się masy spokojnych zjadaczy chleba,
ale także, gdzie wietrzą okazję padlinożercy, wreszcie, gdzie czai się jakiś drapieżca. Walka niczym nie różniąca się od tej w dżungli. Ofiara chce przeżyć,
łowca również, ale dla jego przeżycia konieczna jest śmierć ofiary. Kto jest drapieżnikiem? Kto może czekać w ciemnej uliczce na łatwy łup, kto zastawia
perfidne pułapki i sidła? To właśnie jest najgorsze, że nigdy nie wiadomo. Bezdomni, złodzieje, bandyci, mafiozi załatwiający brudne interesy... jest się kogo bać. A duchy, mroczne potwory, upiory i zjawy? Podobno nie
istnieją, ale czy w taką noc, jak ta, przemykając samotnie pod murami kamienic można być tego pewnym? Czy ten ruch, tam za śmietnikiem to wygłodniała strzyga
o hipnotyzującym spojrzeniu, trupim odorze i szablastych zębach, czy po prostu zgraja ucztujących na śmietniku kotów? A to warczenie dochodzącej z czerniącej
się jak smoła czeluści podwórza, to bezdomny pies, czy wilkołak? Daleko w słabym, żółtawym świetle stoi wsparta o latarnię prostytutka... jednak czy to nie
jest aby podstępna wiedźma kusząca potencjalne ofiary? Diabły, maszkary, nieznane cienie, złodzieje, mordercy i Bóg jeden wie, co jeszcze! Za zasłoną ciemności mogło ukrywać się przecież dokładnie
wszystko... * Ostrożnie i cicho wyjrzałem z bramy. Upewniłem się, że z mroku nie obserwują mnie żadne bystre oczy, że za winklem nie czyha coś niespodziewanego.
Dwa, trzy szybkie kroki i już byłem pod murem po przeciwnej stronie ulicy. Znów zastygłem, znów patrzyłem, czy nikt mnie nie zauważył. Jedna z dwóch narożnych latarni zamrugała rozpaczliwie, zabrzęczała i zgasła. Zmrużyłem oczy, skuliłem się i cofnąłem za plastikowy pojemnik z piaskiem. Wydawało mi się, że coś słyszę, że ktoś nadchodził. Może to mylił
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil bury_wilk
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…