Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 8 min czytania

cierpliwość

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nalał sobie gorącej kawy z ekspresu. Dolał trochę śmietanki i usiadł przed telewizorem. Przełączył na kanał informacyjny. Dochodziła siódma. Zaraz z góry zejdzie jego żona wybierając się do pracy. To był najgorszy moment każdego dnia. Gdy wracała późno wieczorem już nie miała tyle energii by gadać na okrągło i wtedy był w stanie znieś jej towarzystwo. Z piętra dochodził stuk jej szpilek. Do niedawna uważała, że w tym się nie da chodzić, że na pewno jakiś facet je wymyślił, żeby kobiecie utrudnić życie. Od jakiegoś czasu nie rozstawała się z nimi, nawet w domu. Słysząc jak nadchodzi dostawał białej gorączki. Mocniej ścisnął kubek z kawą. Nie odwrócił się gdy schodziła po schodach. – Cześć – rzucił pod nosem. – Znowu pijesz z samego rana kawę na pusty żołądek? Mówiłam ci, że to nie zdrowe. Zacznij wreszcie odżywiać się racjonalnie. – Od jutra. – Czy ty wszystko musisz zostawiać na jutro? Ogarnąłbyś się trochę. Popatrz na siebie jak ty wyglądasz? Nie przeszkadzają ci powypychane kolana w dresie? Podkoszulek nadaje się do prania. – Cały dzień spędzam w domu – przypomniał jej. – I oczywiście to moja wina? Tak? To ja zlikwidowałam twój zakład pracy? – Idź już do pracy – rzekł spokojnie. – Ty myślisz, że tylko tobie jest ciężko. Wiesz ile ja mam na głowie? Mam dzisiaj przedstawicieli z Bułgarii, kampanię reklamową nowej serii kosmetyków i musze wpaść jeszcze do laboratorium, lunch z przedstawicielami z Niemiec. – To znaczy, że na obiedzie cię nie będzie? – Nie, zjem na mieście. Nie musisz gotować. Zamiast tak leżeć przed telewizorem mógłbyś poczytać trochę przepisów i ugotować coś z duchem czasu, a nie wiecznie schabowe, mielone, przedpotopowe zupy. Wszystko tłuste, ciężkostrawne. Pudła po butach w przedpokoju stoją już trzeci dzień, kiedyś się o nie zabiję. Tak ciężko znaleźć ci chwilę i posprzątać dom? – Posprzątam – rzekł spokojnie. – Nic tylko obiecujesz. Wstyd mi zaprosić kogokolwiek do domu. Zadbałbyś o siebie jak prawdziwy mężczyzna, żeby ktoś nie wziął cię przez przypadek za ogrodnika. Wyciągnęła grzankę z opiekacza. Myślał, że przez chwilę będzie miał spokój ale mylił się, nie doceniał swojej żony. – Czy ten chleb jest świeży? – podejrzliwie przyglądała się potencjalnemu śniadaniu. – Tak. Przed chwilą przyniosłem. – Nie wygląda. No nic, pójdę do pracy bez śniadania, ale kogo to obchodzi. Najmniej mojego własnego męża, na którego haruję. – Nie chciałaś dać mi rozwodu – przypomniał spokojnie. – Najprościej jest się rozwieść zamiast wziąć się garść i dać coś z siebie. Nie za takiego faceta wychodziłam kiedyś za mąż. Jesteś jak stary, śmierdzący, rozdeptany kapeć. Odetchnął z ulgą, gdy w końcu wyszła do pracy. Koszmar zaczął się, gdy założyła własną firmę. W krótkim czasie on stracił pracę. Przejął wszystkie obowiązki w domu ucząc się gotować, prać i sprzątać. Z początku żona to doceniała, ale im większe sukcesy odnosiła tym większym zerem był dla niej. Przestała go szanować, spędzać z nim czas. Chciał się rozwieść, żeby mogła znaleźć sobie kogoś na swoim poziomie, za kogo nie musiałaby się wstydzić. Chciał się od niej uwolnić, wyprowadzić na drugi koniec miasta. Bał się, że któregoś dnia nie wytrzyma jej porannego potoku słów… Wyłączył telewizor i włączył muzykę. Dopił kawę i umył po sobie kubek, odłożył go na suszarkę. Z szuflady wyciągnął torbę na zakupy, z drugiej szuflady duży nóż. Włożył go do torby. Jego również czekał pracowity dzień. Wziął długi prysznic. Gorąca woda lecąca z góry zawsze go odprężała. Ogolił się staranniej niż…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
cierpliwość — czytnik · opowiadania