Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 4 min czytania

Cisza. Milczenie po trzykroć.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Leżę na plecach. Zalegam jak śmieć ukryty na półce, w składzie, na wysypisku się moszczę. Wpisuję się w łóżka przestrzeń przepastną, rozciągam na baczność neurony, komórki, narządy. Nogi sztywno, ręce na warcie wzdłuż bioder unieruchamiam. Za oknem powoli budzi się ciężko dzień listopadowy, wyprzedzam jego początek, czekam na dawkę słońca niewielką. Pada. Zimno nachalnie szparą okna się gościć poczyna. Rozpłaszczam się, płaszczę przed samym sobą, wyzuwam na wierzch swoje jestestwo. Lężę na plecach. Plecami lężę do piekła, wypinam się na nie. W sufit jak w niebo przepastne wpatruję się ciągle. Przeciągłe wzdrygają mną dreszcze. Przeciąg się wzmaga, ciąg wyje drzwi szczelinami. Za oknem miasto powinno się budzić do życia, rozkwitać butów szuraniem, śpiewać fabryk chórami. Słyszę ciszę, wpatruję się w przepastną dnia czerń początków. Zasypiam, na baczność leżę.

Słońce nieśmiałym promieniem przedziera gazet pokłady, które w oknie od wewnątrz zaległy. Litery przebijają przez siebie, znana aktorka ma na czole wielką pomarańczową betoniarkę. Podoba mi się. Zbiór obrazów i niepotrzebnych słów wypływających spod tysiąca warstw na moje podobieństwo się tworzy. Nasłuchuję. Wsłuchuję się w dźwięki domu, nic nie słyszę, stereofoniczna cisza, boję się tej ciszy. Nasłuchuję. Wciąż nic, dom milczy. Czekam aż wejdzie, potrzebuję jej wejścia, dźwięku otwierających się drzwi, melodii skrzypiącej podłogi. Nie ma jej, nie nadchodzi, nie wchodzi, cisza, oczekuję. Przestałem leżeć na baczność, rozpiąłem ręce, ukrzyżowałem się za wszystkie grzechy swego istnienia. Zamykam oczy i w górę wędruję, w stronę swojego nieba. Jestem nad domem, patrzę na miasto, faluję. Cierpię za grzechy innych, chcę rozgrzeszać i zbawiać. Miasto jest puste, wyludnione, niezamieszkane. Litery wciąż…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%