Filozofia · 3 min czytania
Ćma
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Ćma”
Dusiła się. Gęsty, zielono-szary płyn wypełniał jej usta i wpływał do gardła. Co chwila się nim krztusiła. Otaczała ją ciemność, która do tej pory była jej matką, lecz zaczynała być wrogiem. Było jej ciasno. Skulona w pozycji embrionalnej, nie mogła wykonać żadnego ruchu, nie mogła zmienić pozycji, by wyprostować zbolałe członki. Czuła strach i niepewność. Z każdą minutą dojrzewało w niej pragnienie buntu i oswobodzenia się. Była w pułapce, ale ta pułapka była jej jedynym domem, miejscem, które znała. Nie miała pojęcia co jest na zewnątrz, co ją tam czeka. Ta niepewność powstrzymywała ją przed ostateczną decyzją. Powstrzymywała ją bardzo długo. Aż do tej chwili. Pamięta, że na początku była malutka i bardzo wątła. Otulona ciepłą, miękką masą, w której czuła się bezpiecznie, rosła i rozwijała się bez przeszkód. Było jej dobrze i chyba szczęśliwie. Nie miała żadnych trosk, złych dni, przykrych myśli. Nie czuła bólu ani strachu, nie wiedziała, że istnieje coś poza jej małym światem. I to jej wystarczało. Lecz w miarę jak rosła, zaczęło dziać się coś dziwnego. Jej dom stawał się coraz mniejszy, kurczył się, przestał jej wystarczać, a ona NABIERAŁA ŚWIADOMOŚCI. I nagle poczuła się smutna i wystraszona. Bała się, że jej świat skurczy się tak bardzo, że ją zgniecie. Zrozumiała, że schronienie…