Fantastyka · 6 min czytania
CO TAKIEGO SŁYCHAĆ W PIEKLE? cz. 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Piekło jest domem i twierdzą szalonego Lucyfera, który obecnie siedzi w małym pomieszczeniu i, uparcie zagryzając język i mlaskając, zręcznymi palcami tworzy ludziki z gliny. To bardzo ważny moment w życiu Lucyfera, kiedy stanowczo nie należy mu przeszkadzać, lub co gorsza, pukać do jego komnaty, żeby ogłaszać złe wieści. Puk! Puk! Puk! -Kto ma zamiar zginąć przypalany na ogniu sił piekielnych?- krzyknął zdenerwowany Lucyfer, bo jeden z ludzików stracił jedną rączkę. -To ja, panie. Twój najwierniejszy sługa, Belzebub we własnej osobie. Przynoszę panie złe wieści. No tak, złe wieści. Złe wieści, złe wieści. A kiedy będą te dobre wieści, które poprawiają nastrój najpotężniejszego Władcy Piekła? Czy takie wieści w ogóle istnieją? Lucyfer westchnął i zawołał: -Wejdź, anielska zgnilizno! Ale szybko, bo wiesz co czeka tych, którzy się opieprzają... Do komnaty wszedł czarny jak smoła diabeł, który w jednej ręce trzymał trójząb, a po ziemi ciągnął dwudziestometrowy łańcuch. Cuchnął smołą, miał czerwone różki na głowie i co chwilę spoglądał wystraszony za siebie. -Ehm, panie...- powiedział najdelikatniej jak mógł. -Tak Belzebubie, chemiczny odpadzie?- powiedział podenerwowany Lucyfer, bo jeden z ludzików nie chciał się ulepić. -Panie... ehm... wydaje mi się, że tego ludzika już kiedyś lepiłeś... to tylko taka mała rada panie, wiesz przecież jak bardzo jesteś doskonały w swojej doskonałości... -Tak, wiem- odparł szczerze Władca i spojrzał uważniej na figurkę z gliny.- Powiadasz, że go znasz? Hmmm... no tak. Czy to nie Bonaparstek Napaleon, ten mały człowieczek, który próbował podbić Europę? Belzebub przestępował z nogi na nogę. Robił tak, gdy bardzo się denerwował. Jego Pan nie znosił, gdy tak kołysał się w miejscu, bo smoła z futra ściekała na nowy dywan z ludzkiej skóry. -To był Napoleon Bonaparte, panie. Ale wiem, że tylko żartowałeś z tym przekręceniem imienia i nazwiska, wszak jesteś doskonały i nieskazitelny. Ehem... i ten mały człowieczek uczesany na lewo i z wąsikiem... on też już był. -Tak? A szkoda. Bo to mój ulubiony. Nazwałem go Adolf. -Hmmm... panie, osobiście radziłbym go już po raz drugi nie używać. Nie zawsze cię słuchał, panie. Czasami bywał agresywny... -Tak? To super! No ale dobra, przyznam ci tym razem rację i zgniotę te ludziki. Nie lubię powtarzać własnej roboty. W komnacie można było usłyszeć cichy odgłos jaki wydaje zgniatana glina. -Panie? -Tak Belzebubie, boży odchodzie? Sługa wyciągnął telefon komórkowy zza pasa. Podał go Lucyferowi. -To do ciebie, panie. Telefon z góry. -No tak, uwielbiam telefonu z góry. Lepię ludzi jak opętany, a potem dzwonią do mnie i pytają się co mają robić. Czy glina nie potrafi przez chwilę pomyśleć sama? -To telefon z Polski, panie. Ważna…