Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biznes · 9 min czytania

Co za dzień

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był piękny, słoneczny poranek. Na prawie bezchmurnym niebie, dumne słońce unosiło swoją złotą głowę, nie przesłoniętą nawet najmniejszą chmurką. Z radością wsiadłem do samochodu i pojechałem do pracy. Uwielbiałem te ranne wyprawy. Zawsze wstawałem wcześnie, by móc napawać się świeżością poranka. Żonę zostawiłem śpiącą bo po co ją budzić? Świetnie zarabiałem i nie było potrzeby byśmy razem musieli pracować. Układ był taki, że ja przynosiłem pieniądze, a ona zajmowała się domem. Oboje byliśmy z tego bardzo zadowoleni. Typowa szczęśliwa rodzina.

Tak, musiałem przyznać że w życiu mi się układało. Wszystko co zacząłem z sukcesem zawsze doprowadzałem do końca. A teraz nowy, tak pięknie zapowiadający się dzień. Wszedłem do samochodu, odpaliłem silnik i z duszą nucąca „Odę do Radości” pojechałem do pracy. Wiedziałem, ze za godzinę miasto będzie całkowicie zakorkowane. Dlatego wołałem wyjechać wcześniej i spędzić więcej czasu w biurze, niż stać w wielokilometrowym korku, w nerwach odliczając uciekające minuty. Dzięki wczesnemu wyjechaniu, droga była prawie pusta i po 20 minutach byłem już pod okazałym biurowcem w którym mieściły się biura firmy w której pracowałem. Parking służbowy o tej godzinie był prawie pusty, wiec bez problemu mogłem zostawić samochód w miejscu, które najbardziej mi odpowiadało. Wszedłem do biurowca. Ochroniarz, wydający klucze przywitał mnie z uśmiechem:

- Witam panie Krzysztofie, jak zwykle wcześnie...

Uśmiechnąłem się do niego, kiwając potakująco głową:

- Tak panie Arturze jakoś tak się złożyło...

Kiwnął z wdzięcznością głową i podał mi klucz. Chyba byłem jednym z nielicznych, którzy traktowali go jak człowieka. Uważałem że tak trzeba. Nigdy nie cierpiałem na manię wyższości i każdą osobę z którą rozmawiałem traktowałem z szacunkiem. Dzięki temu praktycznie nie miałem wrogów, a jeżeli tacy byli, to i tak nie mieli zbytniej siły przebicia.

Dojechałem windą na piętro gdzie znajdowało się moje biuro. Wszedłem do środka odpaliłem komputer i wziąłem się do pracy. Moja dotychczasowa zawodowa kariera to był ciąg sukcesów zawodowych. Zaczynałem moja służbowa przygodę od stanowiska zwykłego sprzedawcy, potem awansowałem na kierownika sklepu, a obecnie zza biurka koordynowałem prace kilkunastu sklepów. Wyniki miałem bardziej niż dobre, dlatego z ufnością i radością mogłem patrzeć w przyszłość. Co ona przyniesie? Nawet nie chciałem oddawać się marzeniom. Co ma być to będzie, ale zapowiada się cudownie.

Po niedługim czasie, zaczęli zjeżdżać się koledzy i koleżanki. Z każdym witałem się z uśmiechem, nie odrywając się od swoich zajęć. Miałem kilka ważnych projektów, które realizowałem i dlatego musiałem pracować na kilku płaszczyznach równocześnie. Palce śmigały mi po klawiaturze. Od czasu do czasu przerywałem pisanie, by wykonać telefon w celu uaktualnienia danych, czy zapewnienia że to co miało dotrzeć na miejsce faktycznie dotarło.

W pewnym momencie zadzwonił telefon. Podniosłem słuchawkę i usłyszałem, że jestem proszony do szefa na rozmowę. Szybko przeanalizowałem moje ostatnie sukcesy i z radością udałem się na spotkanie. Byłem pewien, ze czeka mnie miła niespodzianka. Z uśmiechem wszedłem do gabinetu prezesa. Z lekkim zdziwieniem ujrzałem, że znajdowali się w nim jego zastępcy, oraz trzech kierowników. „ Wow czyżbym aż tak był dobry”- pomyślałem z dumą. Zapewne dostane pochwałę przy wszystkich. Jednak twarze obecnych były bardzo poważne. Szef skinął lekko głowa na powitanie i bez słowa pokazał ręką bym usiadł. Lekko zdziwiony spełniłem to życzenie.

Zapadła cisza. Ale już zacząłem być lekko zaniepokojony. Szef spojrzał na mnie ze smutkiem i powiedział:

- Ogromnie jest rozczarowany panie Krzysztofie. Przyznam, ze liczyłem że będzie nam pan bardzo pomocny. Nawet planowałem, żeby pana awansować na mojego zastępcę. A tu taki numer. Czy naprawdę liczył pan że się nie zorientujemy? Jak pan mógł to zrobić?

Spojrzałem po wszystkich jak po wariatach. „ O co tu chodzi? Co takiego robiłem”

- Panie prezesie, ale ja nie wiem o czym pan mówi. Co takiego zrobiłem?

W sali rozbrzmiał szyderczy śmiech. Wszyscy na mnie spojrzeli z ironią. Prezes jeszcze raz pokiwał głową i

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Co za dzień — czytnik · opowiadania