Kryminał · 5 min czytania
Córka Jokera (2)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Była już późna noc, gdy wracała do domu z pracy. Nie miała daleko, zaledwie jedną przecznicę dalej. Zmęczona powłóczyła obolałymi nogami, te cholerne wysokie szpilki, które musiała nosić w pracy zwyczajnie ją dobijały. Była kelnerką w klubie dla panów. Nienawidziła tej pracy z całego serca, ale z czegoś trzeba przecież żyć i kupić leki dla chorego brata. W takich chwilach jak ta miała dość nawet swojego brata. Gdyby nie on odłożyłaby kasę na studia i zmieniła swoje życie diametralnie. A tak to harowała jak głupia i stać ją było tylko na opłaty, leki i skromne życie. Przestała się nad sobą użalać, gdy odniosła dziwne wrażenie, że jest obserwowana. Obejrzała się do tyłu, ale nikogo nie zobaczyła. Mimo wszystko niepokój pozostał a ciemność nocy jeszcze bardziej potęgowała wrażenie strachu. Co z tego, że wystawy sklepowe były oświetlone i świeciły uliczne lampy? Jasność ta była całkowicie złudna i nie dawała poczucia bezpieczeństwa, jakie odczuwa się przy dziennym świetle w tłumie ludzi. Gdy więc usłyszała czyjeś kroki nie obejrzała się do tyłu tylko zwyczajnie zaczęła uciekać. Panika dodała jej skrzydeł i niemal nie czuła bólu zmęczonych nóg. Torba, którą niosła przewieszoną przez ramię boleśnie obijała się o biodro. Nagle potknęła się o krawężnik i syknęła z bólu, gdy poczuła ból promieniujący od kostki. Upadła tłukąc sobie kolano a w oczach pojawiły się gwiazdy bólu. Dystans między nią a napastnikiem zmniejszył się niebezpiecznie. - Nic się pani nie stało? - usłyszała głos i ktoś pomógł jej wstać. Dziewczyna z niepokojem spojrzała na zakapturzoną postać. Nie wiedziała czy ma dziękować, czy wyrwać się i uciekać gdzie pieprz rośnie. Druga opcja okazała się nie do wykonania z powodu skręconej kostki. Nie zamierzała jednak tego mówić obcej osobie, której zamiarów nie znała. Może to ktoś nieszkodliwy a może wprost przeciwnie. Wolała jednak nie ryzykować. - Nic - odparła. - Dziękuję za troskę. - Nie ma, za co - dziwnie roześmiał się jej wybawca. - A ja przepraszam, że tak panią wystraszyłem - dodał widząc jej lęk. - No, nie trzeba się tak chmurzyć - zdawał się być uśmiechnięty, czego nie było widać w cieniu kaptura. - Proszę się uśmiechnąć. Taka ładna a taka ponura - zagadną. Uśmiechnęła się blado pomimo bólu i chciała odejść. Obcy jednak mocno przytrzymał ją za ramię. - Co do diabła?…