Filozofia · 3 min czytania
Córka Wodnika
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Córka Wodnika
Wywlekli ją na siłę z jamy, przywalonej po części starym, spróchniałym dawno, drzewem. Wierzgała i darła się jak rodząca kobyła, śmierdziała też nieludzko, zaschniętą krwią zwierząt, moczem i wodorostami. Zabrali ją do księdza, ten zwołał swych, bardziej uczonych braci w wierze, powiedzieli, że naradzą się, szczypcami żelaznemi i modlitwą żarliwą wypłoszą z jej ciała panoszące się tam zło. Rozpoczęło się przesłuchanie, wyznanie win, prawdy poszukiwanie. Ogniem i słowem bożym chrzczone, skwapliwie, a dokładnie.
Prości ludzie przybywali codziennie na rynek by napatrzeć się do woli widowisku. Krzyki i niezrozumiale obelgi płoszyły stada wron, zaścielające okoliczne dachy. Tamta przewracała oczami, toczyła pianę z ust, kaszlała krwią. Na każde zawołanie gromki tłum wiwatował namiętnie, zagrzewając dobrych braci do niestrudzonych i tak wysiłków.
- Kochanica diabła – szeptali. - Czarownica – dało się słyszeć. - Pomiot szatana – padały coraz to nowe imiona.
Nic dziwnego, na skraju lasu znaleziona, w pieczarze mieszkająca, nic o ludzkim języku nie wiedząca, zarośnięta kudłami błotem oblepionymi, ni to córka wodnika,