Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Komedia · 9 min czytania

Coś o odpowiedzialności :)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ulica wydaje się pusta. Z lewej nikogo, z prawej nikogo, więc można by przejść. Niestety, należy mierzyć chęci na zamiary... - Ja nie rozumiem, co my tu robimy - odzywa się gruby głos z okolicy mojej lewej łydki. - Maryśku jeden, zamknij pysk! - upominam go szeptem, bo gdyby ktoś usłyszał, na pewno pomyślałby, że zwariowałam. Nikt, powtarzam nikt, nie rozmawia z psem. A przynajmniej pies mu nie odpowiada, co Maruchowi zdarza się coraz częściej. Kuli się na krawężniku, może z powodu podwiązanych uszu, przez co wiatr wpadający przez lewe ucho wypada prawym (mam takie wrażenie, że Maruch nic w głowie nie ma, a jego mózg jest zlokalizowany tam gdzie odwaga - w okolicach pięt, zaś przypomina kształtem i wielkością orzeszek laskowy), a może po prostu boi się miejsca, do którego zmierzamy. - Asia, wróćmy, ja już będę grzeczny, ja nie będę, Asia, prooszę... - wywija przepisowego młyńca w powietrzu, staje słupka i patrzy mi prosto w oczy. Maruch ma takie czekoladowe oczęta, co robi piorunujące wrażenie przy całej jego spanielowej fizjonomii. - Obiecujesz? - tym razem ja wgapiam się w niego. - Tak, tak! - podnosi podwiązane uszy i merda kurtyzowanym ogonem. Obracam się i zamiast iść, jak powinnam, po kaganiec numer 3 (kara za zjedzenie kwiatka), wracam do domu z wesołym zwierzęciem u boku. Dzwonię do drzwi i otwiera mi mama, umazana cała na biało mąką. - Nie kupiłaś - bardziej stwierdza niż pyta. Klepie Marucha po głowie i po paru sekundach nie jest już czarniutki jak węgielek, ale na główce powstaje mu biała czapeczka, a na grzebiecie - czaprak. - Ojej - martwi się mama, po czym bez mycia rąk (co to za zwyczaje!) idzie wyrabiać ciasto - to będą pierogi - wyjaśnia mi. Zaglądam do dużego pokoju, ale tata jeszcze nie wrócił. Za to z kąta koło telewizora wstaje długołapa, najbardziej ruda z możliwych, seterka irlandzka Hera. Wystarcza jeden rzut oka na rozradowanego Marucha i wie o wszystkim. - Doczekasz się - ucina krótko, po czym łapie spaniela za kark i mocno go wytrząsa. Z psa opada cała mąka, osiadając na kanapie i dywanie. Maruś tak często grzeszy, że gdyby wykonać każdą nałożoną na niego karę, dawno by zdechł z rozpaczy. Zawsze reagował impulsywnie. Może powinnam wyjaśnić, czemu psy noszą takie imiona, bo to nie moja wina, tak jak to, że w ogóle z nami mieszkają. Zaczęło się, gdy miałam dziewięć lat i mój brat wyprowadził się do swojej dziewczyny. Albo, jak to mówi mama, "zaczął studia". Na jedno wychodzi. Dość, że ta jego Paula, opróćz wielu innych pasji, swego czasu uwielbiała psy. Ale jak! Na ulicy ludzi z psami zaczepiała. I zdecydowali się na kupno pierwszego psiaka, właśnie Marucha, albo, oryginalnie, Maryśki. Niestety, jak to czasem bywa u szczeniaków, nie umieli odróżnić płci szczenięcia. I z Maryśki (nie skomentuję, skąd się imię wzięło) zrobił się Marusia. Kiedy miał z pół roku, stwierdzili, że jak do ich maleńkiego mieszkanka ten pies jest za energiczny, bo zmienia zęby na ścianach i meblach. I wtedy mama zdecydowała, że, jak zawsze, wyciągnie ukochanego Pawełka za uszy z biedy i ja w wieku lat niespełna dziesięciu zostałam właścicielką Marusi. Przekazanie było banalne: brat wstąpił na chwilę i w czasie, który wystarczyłby na połknięcie tabletki zdążył mi powiedzieć: - Opiekuj się Maryśką. I znikł. Potem już nie bardzo wiem, jak to było, ale chyba Hercia okazała się za duża do mieszkania i też nie mogli jej zatrzymać. Więc Hera (wiele osób uważa, że mój brat ma jakąś manię narkotykową, ale chyba nie jest nałogowcem, bo Hera to na cześć greckiej bogini) przeprowadziła się do nas. Jakie były awantury między półtorarocznym Maruchem a ośmiomiesięczną Herą, szkoda gadać. Ale były, i to nie raz. Umieli się pogryźć o wszystko - o zabawki, o to, kto pierwszy był pogłaskany... już tak się nie gryzą, no prawie. Zmądrzały albo po prostu dorosły. A Paula C. i Paweł K. hodują teraz yorka. Jak widać, nie wszyscy mądrzeją. Dosyć, że ja zostałam opiekunką dwóch wybujałych osobowości - giełdowego spaniela i hodowlanej seterki. On gorący jak żarzący się węgiel, ona zimna jak lodówka. W jej obecności miało się ochotę założyć czapkę - uszankę i gruby szalik, tak od niej tchnęło niechęcią do ludzi i psów, czemu trudno się dziwić, tak naprawdę - jeśli skazuje się psa na całodziennie siedzenie w domu, niestety, nie zawsze jest najlepiej zsocjalizowany. Siadam na fotelu i próbuję włączyć telewizję, ale się nie udaje, jak zawsze. - Aśka, włącz psy, no włącz - zaczyna skamleć Maruch, bo on uznaje jedynie Animal Planet. - Ciszej

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%