Inne · 4 min czytania
Coś więcej niż o nas.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Wcale nie piszesz składnie, wiesz? Słowa gryzą się, zdania pozostają otwarte, jakby jedynie po to, by mógł wylewać się z nich absurd. Pływam w nim, odkąd cię pierwszy raz przeczytałem. W początkowej fazie było to przyjemne. Żyłem gdzieś na granicy między bezdechem, a tym, co w przeciągu mikrosekundy udało mi się wchłonąć do ust, wypływając na brzeg codzienności. Dziś chyba nadchodzi faza końcowa, zaczynam się dusić. Jeszcze nie aż tak, jeszcze nie tak mocno, ale wystarczająco, by chcieć żyć w abstynencji od tej farsy. Zwizualizuj sobie tę scenę - ja ginący przez twoje słowa i powiedz mi, co widzisz.
Mój dywan w pokoju. Nie dość stary, by wymienić go na nowy, nie na tyle nowy, by pamiętać jego kupno. Nieumiejętnie przywykam do zbierania z niego włosów i liści opadających z sześciu bambusów szczęścia. Kupiłam je na zapas, tak aby szczęście się mnożyło. Wierzyłam, że te rośliny mają duszę, mogą się ze sobą porozumiewać, nieustannie układając przy tym fortele sprzyjające mi osiągnięciu euforii radości. Z biegiem czasu, gdy szczęścia zamiast przybywać - ubywało, wymyślałam coraz to inne wytłumaczenia. Wyjaśnianie niepowodzeń zawsze było o wiele łatwiejsze, niżeli wyjaśnianie sukcesów - one nigdy nie podlegały adiustacji, ani rozkładowi na czynniki pierwsze. Wierzyłam, że bambusy się posprzeczały, zakochały w tej samej roślinie albo prześcigały w walce o moje względy. Nie śmiałam bagatelizować ich magicznej mocy. Twój dywan w pokoju. Na tyle nowy, że wolałabym kochać się z tobą na nim, niżeli w łóżku. Na tyle stary, że ta myśl chodzi mi po głowie od momentu, w którym go zobaczyłam. Przy wejściu, tuż obok kiczowatego wzorku, widnieje pokaźna plama. Mam pełno scenariuszy obrazujących jej powstanie i tyle samo podejrzeń, dlaczego wciąż tam jest. Mówisz, że ona dodaje uroku, jest takim naturalnym sznytem, którego nie chcesz usuwać. Ja kręcę przecząco głową i grzebię w twoich oczach wyszukując nutki zwykłego wstydu. (Jak sądzisz,…