Wróć do katalogu

Coś więcej niż o nas.

Między bambusem a plamą.

milen(k)a, opublikowano , 4 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- Wcale nie piszesz składnie, wiesz? Słowa gryzą się, zdania pozostają otwarte, jakby jedynie po to, by mógł wylewać się z nich absurd. Pływam w nim, odkąd cię pierwszy raz przeczytałem. W początkowej fazie było to przyjemne. Żyłem gdzieś na granicy między bezdechem, a tym, co w przeciągu mikrosekundy udało mi się wchłonąć do ust, wypływając na brzeg codzienności. Dziś chyba nadchodzi faza końcowa, zaczynam się dusić. Jeszcze nie aż tak, jeszcze nie tak mocno, ale wystarczająco, by chcieć żyć w abstynencji od tej farsy. Zwizualizuj sobie tę scenę - ja ginący przez twoje słowa i powiedz mi, co widzisz.

Mój dywan w pokoju. Nie dość stary, by wymienić go na nowy, nie na tyle nowy, by pamiętać jego kupno. Nieumiejętnie przywykam do zbierania z niego włosów i liści opadających z sześciu bambusów szczęścia. Kupiłam je na zapas, tak aby szczęście się mnożyło. Wierzyłam, że te rośliny mają duszę, mogą się ze sobą porozumiewać, nieustannie układając przy tym fortele sprzyjające mi osiągnięciu euforii radości. Z biegiem czasu, gdy szczęścia zamiast przybywać - ubywało, wymyślałam coraz to inne wytłumaczenia. Wyjaśnianie niepowodzeń zawsze było o wiele łatwiejsze, niżeli wyjaśnianie sukcesów - one nigdy nie podlegały adiustacji, ani rozkładowi na czynniki pierwsze. Wierzyłam, że bambusy się posprzeczały, zakochały w tej samej roślinie albo prześcigały w walce o moje względy. Nie śmiałam bagatelizować ich magicznej mocy. Twój dywan w pokoju. Na tyle nowy, że wolałabym kochać się z tobą na nim, niżeli w łóżku. Na tyle stary, że ta myśl chodzi mi po głowie od momentu, w którym go zobaczyłam. Przy wejściu, tuż obok kiczowatego wzorku, widnieje pokaźna plama. Mam pełno scenariuszy obrazujących jej powstanie i tyle samo podejrzeń, dlaczego wciąż tam jest. Mówisz, że ona dodaje uroku, jest takim naturalnym sznytem, którego nie chcesz usuwać. Ja kręcę przecząco głową i grzebię w twoich oczach wyszukując nutki zwykłego wstydu. (Jak sądzisz,…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych