Romans · 7 min czytania
Czas na zmiany
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Zamknęła oczy i oparła czoło o szafkę w kuchni. Westchnęła. Puste mieszkanie przytłaczało ją. Pomimo włączonego telewizora dla niej w panowała cisza. Otworzyła oczy. Nalała kawy z ekspresu do filiżanki. Z ulga przyjęła dzwonek u drzwi. Czekała na niego. Otworzyła drzwi. Marcin wszedł do przedpokoju. Pocałował ją w policzek na przywitanie. –Właśnie zrobiłam sobie kawy, chcesz? – spytała. –A możesz mi nalać, tylko taką mała, w filiżance. Wróciła do kuchni. Wyjęła drugą filiżankę i nalała kawy. Zaniosła je do salonu i postawiła na ławie. –Gdzie dzieci? – spytał Marcin. –Starszy ma dzisiaj karate. –Ano tak, zapomniałem – rzekł siadając obok niej na sofie. –Młodszy jest u kolegi. O siódmej muszę go odebrać. –Pojadę po niego. –Dzięki. –Słuchaj Ania… chciałem z tobą porozmawiać. –Wiedziałam, że to usłyszę. –Ania, ja muszę wiedzieć co się dzieje, na czym stoję. –Co chcesz wiedzieć? – spojrzała na niego zmęczonym wzrokiem. –Co się dzieje między nami? –Nie wiem – spojrzała w telewizor. –Spotykamy się prawie półtora roku. Zależy mi na tobie, chcę być z tobą, chcę ci pomóc tylko do końca nie wiem czy ty tego chcesz, bo często wysyłasz mylne znaki. –Ja wiem czego ode mnie oczekujesz, tylko to wszystko nie jest takie proste. Minęło półtora roku od śmierci Mariusza, a do mnie to jeszcze nie dotarło. Ja do końca nie wiem co się dzieję, to że ja jakoś funkcjonuję to chyba siła rozpędu jeszcze sprzed tego… dnia, w tedy. Boję się pomyśleć co się stanie gdy ten rozpęd skończy się. Co się stanie ze mną. To nie tak miało być. Jestem ci niezmiernie wdzięczna, że cały czas jesteś przy mnie chociaż nie musisz. –Ania… –Zdaje sobie sprawę co do mnie czujesz, dlatego trzymam cię na dystans, chociaż powinnam poprosić cię, żebyś nie przychodził. –A więc to tylko z mojej strony… –Nie. Nie tylko z twojej strony. Tylko zastanów się jakie to będzie miało konsekwencje. –A jakie ma mieć? Chce być z tobą. –Pomyślałeś co na to twoi rodzice? Moja teściowa? Jesteś kuzynem Mariusza, a raczej byłeś. Co na to chłopcy? –Słuchaj, ułoży się wszystko. –Bierzesz sobie starą babę z dwójką dzieci. Jestem starsza od ciebie o jedenaście lat? –Dziewięć. –Też dużo. Mam tyle lat, że na pewno nie urodzę ci dziecka, zresztą mam dwoje i wystarczy mi. Co na to twoja mama? Jesteś jedynakiem. Na pewno nie będzie szczęśliwa jak się dowie, że nie zostanie babcią. Ostatnio na urodzinach teściowej tylko o tym mówiła. Zastanawiałam się, czy wie ile czasu spędzasz ze mną i czy daje mi coś do zrozumienia. –Ale ja chcę być z tobą, mam w nosie co chce moja matka. –Marcin, powinieneś znaleźć sobie fajną dziewczynę, młodszą od siebie, bez zobowiązań i przeszłości. Ułożyć życie. –Nie chce! Rozumiesz? Dlaczego od razu zakładasz, że nie mo-żemy być szczęśliwi. –A co będzie za pięć lat? Dziesięć lat? –No mam nadzieję, że wprowadzę się do ciebie i wraz z chłopcami będziemy żyli jak każda inna rodzina. –Co będzie, jeśli któregoś dnia rozmyślisz się. Rozmyślisz się w momencie, gdy ci bezgranicznie zaufam i zostawisz, bo stwierdzisz, że brakuje ci szkraba który były