Filozofia · 5 min czytania
Czekając na ostatni pociąg
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czekając na ostatni pociąg
Krzesło, na którym siedzę, jest cholernie niewygodne. Twarde i zniszczone przez czas – aż dziw bierze, że w ogóle da się na nim usiąść. Czekam. W tej samej, zapyziałej budce, w której ledwo mogę się zmieścić. Takie jest moje zadanie. Czekać... Obserwować ten sam odcinek, to samo wzgórze, ten sam chodnik i tę samą linię kolejową. Szyny widoczne są z daleka; błyszczą w słońcu tuż przy zboczu pagórka. Chmury, tak jak zawsze, leniwie suną przez niebo; wyglądają jak żagle okrętów. Kojący widok, choć potrafi znudzić. Skutecznie. Ziewam głośno, nie muszę się krępować. Jestem tu sam. W ciasnej budce. Dookoła panuje cisza, nawet wiatr jakby omijał tę miejscowość szerokim łukiem. Obok mnie, na turystycznym stoliku, stoi kubek z kawą, która lada moment wystygnie. Nie zamierzam jej pić. Po prostu czekam, w tej samej pozycji, co zawsze. Obserwuję tory. Już dawno temu przestałem się niecierpliwić. Zrozumiałem, że to nie ma sensu. Moim zadaniem jest czekać. Trwać. Wytrwale. Wzrok mimowolnie ześlizguje się na książkę, która leży otwarta obok kawy. Przełykam ślinę. „Czekając na Godota” – mówi wytłuszczony napis na okładce. A zegar tyka. Czas mija. Sekunda za sekundą toczy się jak przeciążony pociąg – powoli, acz metodycznie. Drapię się po brzuchu. Z nadzieją powtarzam sobie w duchu, że w końcu nadjedzie. Prędzej czy później to zrobi. Zjawi się zza zbocza wzgórza. Wytoczy. Ospale zatrzyma się przed budką, a wtedy nie będę już musiał czekać. Skończę pracę. Tymczasem siedzę posłusznie. Tak jak zawsze. Słucham zegara, bo jego słowa niosą otuchę. Już niedługo – mówi. Bo czas mija! Jaskółka oznajmia swoje przybycie dźwięcznym trelem i ląduje na płycie chodnika, tuż przy szynach. Wydaje się ignorować sunące obok niej, jesienne liście. Patrzy się na mnie jednym okiem. Jest taka śliczna. Cieszę się jej widokiem. Przypomina mi, że czas mija. Ja będę czekał, a ona odleci. Ona może, a ja nie. Ona jest wygraną w tej grze i zdaje się bawić moim kosztem, ale mi to nie przeszkadza. Niech odleci, ucieszy mnie to, bo wiem, że ja też kiedyś to zrobię. Tak jak ona. Muszę czekać. Znów wpatruję się w tory. W ten sam pagórek, ten sam chodnik, te same, błyszczące w słońcu, szyny i w te same