Inne · 6 min czytania
Czerwona bransoletka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Śnieg pachniał. Był zmrożony, błyszczący i oślepiająco jasny. Wiązka latarnianego światła odbiła się od kilku płatków, wysyłając zakodowany komunikat. Dwoje oczu zerkało na ten tajemniczy śnieg, a stopy osoby, która te oczy niosła, wbijały puch w lodowaty i zgłuszony grunt.
– Zima przyszła nam – powiedziała cichutko dziewczyna i widok zasłoniła powiekami.
– Zima przyszła – odparł stanowczy męski głos.
Musiał to być mężczyzna wysoki, piękny i grecko zbudowany. I taki zresztą był. Bez kolczyka w uchu – jednym albo drugim, bez długów i trosk. Bezimienny. W kieszeni płaszcza brzęczało mu kilka krajowych monet. Tych z orzełkiem.
– Zima przyszła – powtórzyła posłusznie dziewczyna i wcisnęła zmarznięte ręce w skórzane rękawiczki.
Byłaby tak pewnie szła przed nim parkową aleją, ukazując mężczyźnie swoją szczupłą – Mickiewicz i Orzeszkowa powiedzieliby – kibić, gdyby nie jakaś myśl, nakazująca się jej zatrzymać. On zrobił to za nią, wyczekując usprawiedliwienia. Odwróciła się młodą, drobną twarzą do niego i z trudem przywołała uśmiech na, niegdyś niebrzydką, buzię.
Część 22 / 2
– Wiesz… – zaczęła niepewnie, a z jej ust wydobył się krystaliczny dymek. – Ten śnieg przypomniał mi o czymś…
Bezimienny zmarszczył czoło, a starannie ogolona twarz czekała ciągu rozpoczętego zdania.
– Przypomniał mi, gdy zeszłej zimy nosiłam o dwa rozmiary większe spodnie… Ha, nawet buty miałam 38. Teraz mam 37 – zaśmiała się, ale nie był to śmiech szczery i beztroski.
– To chyba dobrze – rzucił swoją pełną testosteronu odpowiedź i zbliżył się, aby objąć jej talię.
Tak, zeszłej zimy tulił ją większą o co najmniej jedną czwartą. Wiedział, że czasem nie jadła, ale przy nim zawsze uśmiechała się, więc oczywistym było, że w jej życie nie były wpisane problemy. Czasami płakała przed obiadem, innym razem cieszyła się, gdy jedzony przez nią serek miał mniej niż sto kalori w stu gramach. Raczej się nie kłócili. On miał swoją pracę licencjacką i klub żeglarski. Ona zaś prowadziła spokojne życie. Robiła maturę, zbierała porcelanowe lalki. Bywało, że cały miesiąc odkładała pieniądze do skarbonki, a potem kupowała dopinane pasma jasnych włosów albo perukę… Uważał to za słodkie. Ciągle żuła gumę; najczęściej z zamkniętymi ustami, bo wtedy żołądek nie wypełniał się powietrzem. Ach, no i ta jej czerwona bransoletka z dziwacznego materiału. Na stałe, na zawsze. Ale, gdy teraz uważnie jej się przyjrzał i obraz ten skonfrontował z widokiem sprzed roku, zauważył znaczną różnicę. Zapadnięte policzki, blada skóra i czerwony nosek. Musiało jej być bardzo zimno.
– Czy