Romans · 4 min czytania
Czerwona pomadka (prolog)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdy miała pięć lat pierwszy raz obrysowała kontur swoich ust czerwoną pomadką. Mimo wszelkich starań dziecięca ręka zachwiała się kilka razy pozostawiając czerwony kolor na policzkach. W swojej wyobraźni była wtedy dorosłą kobietą, nauczycielką. Siedziała na krześle, w butach na wysokich obcasach, które należały do jej mamy, i sprawdzała obecność misiom siedzącym w szeregu. Wszystko notowała w małym zeszycie. Dla swoich uczniów była wyrozumiała lecz surowa.
Po zdanej maturze zaczęła używać czerwonej pomadki na co dzień. Można ją było zobaczyć biegnącą przez ulicę Marszałkowską. W butach na wysokich obcasach oraz torbą na ramieniu, spieszącą się na uniwersytet. Była studentką polonistyki, na drugim roku. Za trzy lata zamierzała uczyć w szkole. Często się z tego śmiała. Nigdy nie zamierzała zostać nauczycielką, jednak mimo wszystko uznała ten zawód za fascynujący. Pragnęła przekazywać wiedzę innym, mówić o Mickiewiczu i czytać innym wiersze Białoszewskiego. Po skończonych zajęciach wychodziła z budynku i szukała wzrokiem czerwonego, sportowego samochodu. A gdy tylko go zobaczyła uśmiechała się i przygryzała dolną, czerwoną wargę. O czerwony samochód oparty był mężczyzna. Był wysoki i szczupły. Uśmiechał się zalotnie na widok kobiety i automatycznie się prostował. Nie mógł przestać na nią patrzeć, gdy szła w jego stronę i zalotnie kołysał biodrami. On wiedział, że robi to dla niego jednak nienawidził tych wszystkich męskich spojrzeń w jej stronę. Ona była tylko jego i tylko do niego należała. Kiedy tylko podchodziła on całował ją namiętnie, tak jak by chciała być pocałowana każda dziewczyna, czy kobieta. Ale tylko on