Filozofia · 3 min czytania
Czerwony
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miał czerwony krawat. I czuł się jak idiota. Nerwowo potarł czoło. Ona stała tak blisko. Na wyciągnięcie ręki. Piękna. Zresztą przyzwyczajony do jej idealnego obrazu. Błękitne oczy, głębokie jak studnia. „Wiem, wiem. Banalne porównanie, ale na lepsze mnie nie stać” –usprawiedliwiał sam siebie. Włosy – jasne, długie. Cudowne. Wyglądała w tej sukience jak anioł. Zaraz poprawił sam siebie. Myślał, a nie wiedział o czym. Zawsze spotykało go to gdy zanurzał się w jej postaci. Wszyscy tacy rozkrzyczani. A tutaj, on. Jeden jedyny cichy i spokojny. Zupełnie niepewny. Niezrozumiały. Wpatrywał się w nią tak zawzięcie, że nie zauważył innych zrozpaczonych oczu.
Miała czerwoną sukienkę. I czuła się jak idiotka. Ciemne, pocieniowane włosy, ułożone na mocnym żelu i tak wyrabiały na głowie co chciały. Zacisnęła palce do białości. Zamrugała wielkimi rzęsami. Nie chciała teraz płakać. Więc zaczęła się uśmiechać. To zwykle najbardziej jej pomagało. „Nie ma zakochanych w moim uśmiechu” – pomyślała i nagle posmutniała. Widziała gdzie biegnie Jego wzrok. Przewidywała, że tak się stanie. Jednak skąd mogła przypuszczać, jaki straszny ból jej to sprawi? Coś zjadało ją od środka. Jakaś wielka gąsienica, wędrująca po brzuchu, bo strawiła już dawno pulsujące serce. I tylko półgłosem: - Przepraszam, przepraszam, przepraszam...Przepraszam Cię, że nie jestem taka idealna jak ona. Przecież to miałeś u mnie polubić? Przepraszam...- oczy zaszły