Inne · 6 min czytania
Część III: Matematyka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Siedział na parapecie okna na klatce schodowej. Tuż obok, po przekątnej, znajdowało się okno jego własnego pokoju. Zawsze włączał muzykę i otwierał okno, żeby słuchać, paląc. Nigdy nie palił w swoim mieszkaniu, nie lubił zapachu papierosów, osiadającego smutkiem na ścianach, pokrywającego szarą farbą powierzchnie mebli. Myślał o barmance w którejś z odkrytych niedawno knajp. Zdawał się być ciekawym zjawiskiem, jak wszystko, co wymyka się prostej matematyce. Jej ciało było równie zgrabne, co toporne. Krągłości poprzecinane były wrogimi liniami prostymi. Boska geometria grzechu, symetrie zarażone nieuchwytnymi anomaliami. Twarz miała taką, jak cała reszta. Uroczy uśmiech i ostre, proste rysy. Nic tu ze sobą nie współgrało, a jednak kłuło jego świadomość pewną zjawiskowością. Siedział przy barze i po prostu na nią patrzył. Nie czuł potrzeby odezwania się, nie miał ochoty nawiązywać kontaktu. Jak melodia, która traci urok, gdy nauczysz się ja grać. Patrzył tylko i czekał, aż spojrzy na niego. Robiła to często. Ich twarze znajdowały się kilkadziesiąt centymetrów od siebie, naznaczone bliznami myśli. Uśmiechy, szczere i niewymuszone, przemykały od jednej twarzy do drugiej. Jednak nie było w tym żadnych emocji, tylko pewna życzliwość. Wyglądał na pijanego, w rzeczywistości był bardzo pijany. Zdążył przyzwyczaić się do tego stanu na tyle, by nauczyć się kontrolować wszelką spontaniczność i wylewność. W jego odczuciu to właśnie odróżniało go od przypadkowych, niedzielnych, a raczej piątkowych i sobotnich, pijaków. Obsługiwała kolejnych klientów, a on obserwował, jak linie jej ciała załamują się, prostują, naprężają, potem miękną i wypaczają symetrię brył. Czuł, że na te wszystkie linie musi istnieć jakiś wzór matematyczny. Jakieś proste równanie, jakieś pi, jakieś potęgowanie, kilka nawiasów i już. Tak samo jak na jego emocje, kontrastujące z powściągliwością. Jak odgłosy trąbki, które przez obłoki dymu sunęły w jego stronę z głośników umieszczonych w pokoju. W nich również musiała kryć się jakaś prosta arytmetyka. Nie geometria, jak w przypadku kobiet - jednak wzory na kobiety i muzykę nie mogły różnić się tak bardzo. W końcu pobudzały te same mechanizmy, prowokowały podobne emocje, z pewnymi banalnymi, anatomicznymi różnicami. Zgasił papierosa, jednak nie uważał tego posiedzenia za zakończone. Zagadnienie nie było jeszcze na tyle wyjaśnione, by móc wrócić do mieszkania i zająć się czynnościami oderwanym od wspomnianej matematyki. Od razu więc odpalił kolejnego papierosa. Jego zamiłowanie do używek, do wieczorów, do złożoności prostych relacji musiało też rządzić się pewnymi prawami. Strzepnął…