Mitologia · 4 min czytania
Człowiek na Olimpie...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Moje wargi były wilgotne, a głowa bardzo ciążyła. Ból z niej wychodzący promieniował na całe wątłe ciało. Otwarcie oczu było tytaniczną wręcz pracą – obudziłem się albo odzyskałem właśnie przytomność… Było mi zimno. Lekkie uniesienie głowy pozwoliło odczuć i usłyszeć mroźny podmuch, który uderzał o skałę, przy której leżałem. Świat wyglądał dziwie – strome zbocza jak szalone gnały w dół. Drzewa wiły się we wszystkie strony, dając uczucie nieogarnionego chaosu. W oddali lśnił piękny, szczerozłoty, stały punkt. Na nim zatrzymały się moje zbłądzone źrenice…. Zdołałem się podnieść, całkowicie zauroczony i pochłonięty tym widokiem. Wpadłem w jakiś dziwny stan – teraz określiłbym to transem – nogi odzyskały całą swoją moc, serce uregulowało rytm, oddech złapał harmonię. Biegłem, biegłem i biegłem, z każdą sekundą coraz szybciej, oczy nieruchomo wlepione w ów złoty punkt. Wicher szamotał się, próbując stawiać mi opór – nic mnie jednak nie mogło powstrzymać. Wpadłem do ogromnego pałacu z takim impetem, że nie dostrzegłem, kiedy zaledwie dotyk mojej dłoni wystarczył, by wrota uchyliły się, odsłaniając moim oczom komnatę. Nie potrafiłem rozejrzeć się dookoła – mój wzrok znów utkwił. Targało mną nieludzkie pragnienie, kiedy zauważyłem stojący wolno naprzeciw mnie kielich – to pragnienie było jedynym uczuciem, które tkwiło we mnie…. Delikatnego i zarazem rozkosznego smak tego napoju nie mogą wyrazić słowa. Jego kojąca siła rozlewała się po całym ciele, wypełniając je całkowicie. Wraz z ostatnią kroplą nadeszła siła. Spowodowała ona, że przestałem odczuwać jakikolwiek ból, który targał mną niemiłosiernie, gdy leżałem przy owianej wichrem skale… Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że…