Filozofia · 3 min czytania
Czy aby na pewno warto być koniem?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Polemika
Czy aby na pewno warto być koniem?
Chciałem się dzisiaj odnieść do pisanego pół – serio felietonu S. Mrożka, „Chciałbym być koniem”. Mrożek dość radykalnie, żeby nie powiedzieć – apodyktycznie, stwierdza, że człowiekowi nie może przytrafić się nic lepszego nad bycie koniem. Otóż dla mnie rzecz nie jest tak klarowna. Zasięgnąłem języka u elitarnego środowiska, w którym przyszło mi się obracać. Wspólnie doszliśmy do paru niebanalnych spostrzeżeń, które pragnę teraz przedłożyć. Co z pewnością świadczy na niekorzyść bycia koniem? Jest tego trochę. Tak np. chyba nikt z nas nie chciałby być określany tym samym mianem, co fallus w czasie masturbacji. Ponadto, pozostając przy treściach bezpruderyjnych, samo „dosiadanie” konia kojarzy się dwuznacznie. A rozważając kwestię hipoterapii i dosiadania konia przez chore dzieci – wkraczamy na obszar praktyk daleko niesmacznych. Sam Mrożek zwraca już uwagę na uszczypliwe docinki, jakie wystosować mogliby w stosunku do nas nasi oponenci: „Pan jest koń? Pan jest Kucyk!”. A co z „Idź pan się podkuj” albo „Hej, koń, niech cię ktoś nie zwali... z nóg!”? Czy człowiek jest w stanie znieść takie obelgi? Z drugiej jednak strony, bycie koniem ma swoje pozytywy, wcale niewymuszone – dodajmy. Przykładowo, gdy jest się koniem, nie może być mowy o wystąpieniu kompleksu Edypa – jakże optymistyczna perspektywa! Dalej – Mrożek zauważa, że generalnie koń byłby podziwiany i chwalony za wszelkie