Zbrodnia · 3 min czytania
czy ja pana znam?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czy ja pana znam?
Przechodziłam schodami. Gdybym pamiętała dokąd szłam, pamiętałabym może skąd wychodził. Wychodzić mógł tylko z prawego korytarza, albo z lewego korytarza. A ja mogłam iść w dół albo w górę. Dwa korytarze i bardzo wąskie schody. Kafeteria na dole. Mikro miejsce. Bywam tu codziennie. On też. Od dziesięciu miesięcy mijamy się codziennie na schodach w korytarzu lewym w korytarzu prawym w łazience w kafeterii w drodze do campusu w drodze do BUW-u w drodze na Starówkę. A czasami siedzimy razem w czytelni. Długie godziny mijają. On zawsze z brzegu po stronie prawej, ja zawsze z brzegu po stronie lewej. Chyba że nasze miejsca zostały wcześniej zajęte.
Pierwszy raz, na schodach. Minęliśmy się tylko, ale zdążyłam się przyjrzeć jego twarzy. Przyjrzałam się, tak po prostu. Nieświadomie. Moje spojrzenia bywają przypadkowe. Czy mogłabym spojrzeć w oczy Aniołowi? A diabłu? A teherańczykowi, którego mijam codziennie od dziesięciu miesięcy? I to spojrzenie pozostało już we mnie. Pragnęłam go, ale i obawiałam się. Nigdy już nie podniosę przy nim wzroku. Nigdy nie spojrzę na upragnioną twarz. Upragnioną i znienawidzoną, pożądaną i przerażającą mnie. Ta twarz kradnie moje myśli.
Potem, tuż przed łazienką. Inny czas, inna przestrzeń, inne miejsce. Tu nie powinno go być, ale jednak jest. A potem w parku. Nie, to były drzwi biblioteki. Każda część mojego zmęczonego ciała czuła te spojrzenie, jego dotyk. To nie był wcale pożądliwy dotyk, może bardziej…