Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

filozofia · 3 min czytania

Dąb

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Wolę, Jak dąb dziki dojrzewać powoli, Pośród liściastego lasu Pełnego niepowtarzalnych drzew, Które burze srogie ze mną przeżywają, I przez nią umierają, Pomniki swe zeschłe Na wieki pozostawiając w pamięci, Niż, jak inne dęby egzystować w ułudzie stada, Z jednego pestek wora, Od kiełka przycinane pod linijką, Ograniczone chodnikami, Wieżowcami i myślą głupią. Gdy słyszę monotonny szelest Liści chorych braci, Szumiący w wywyższeniu, Chórkiem, Żal ogarnia mój pień I proszę los o litościwe tortury, Które w nich są celowane ludzką ręką. Bo nie znają one, Te dęby miejskie, Prawdziwego życia. Nie zaznają spokojnego niedźwiedzia, Co dreszcze budzi na plecach Z radości, na widok mojej kory, A widzą czubki noży, Które z nich tę skórę zdzierają Na własną uciechę, Pozostawiając blizny po koniec, Niewątpliwie dla nich już słyszany. Ptaki moje, synogarlice, Co latają nisko, przyjemnie Łaskocząc mnie pod koroną, Niczym są dla ich potężnych samolotów, Które miast zalotnym śpiewem, Tylko szumem nienaturalnym I dudnieniem je obdarowują. "W szumie maszyn szukacie szacunku" Szepce rozjuszony, słysząc W suszy zeschłe ich szaty, Podziwiające boga, Który nie istnieje. I choć dzielić się muszę deszczem Z pobratymcami, przyjaciółmi, Nie ma tu mowy o głodzie. A wy? Podłączeni pod kanały, Czelność macie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Dąb — czytnik · opowiadania