Filozofia · 6 min czytania
Dajmonion
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Amelia posiadała w życiu wszystko, o czym przeciętna młoda kobieta mogła tylko zamarzyć: urodę, wykształcenie. Jej czarne, jak heban włosy kusiły zapachem świeżego rumianku, usta dojrzalsze od mango stanowiły obiekt westchnień wielu mężczyzn, kobiety zaś spoglądały z zazdrością na nieskazitelną cerę i zgrabne nogi. Dziewczę olśniewało pięknem zewnętrznym, jednak wiało od niej chłodem i pustką. Pewność siebie i pycha niemalże rozsadzała młode piersi, pogarda napełniała czerwienią porcelanowe policzki. Uważała się za najmądrzejszą z mądrych, najszlachetniejszą z szlachetnych, była przekonana, iż nikt nie jest w stanie jej dorównać pod względem wyglądu i wykształcenia. Tamten dzień zaczął się zwyczajnie. Nic nie zwiastowało przełomowych wydarzeń mających wkrótce nastąpić. Zaspane powieki Amelii połaskotało letnie słońce, zapach świeżego powietrza pieścił nos. Dziewczyna odziała luźną, krótką sukienkę, która w znacznym stopniu odsłaniała krągłości piersi, ud i pośladków. Ten poranek zarezerwowała na spacer po plaży. Morze kusiło błękitem niby kochanek przyzywający w swe słodkie objęcia oblubienicę. Podążała zamyślona wzdłuż brzegu, kontemplując w zachwycie długie nogi, lśniące włosy, orzechowe źrenice. Nagle zatrzymała się zdezorientowana. Dostrzegła mężczyznę ubranego w białą, długą szatę. Osoba ta siedziała po turecku i wpatrywała się w Amelię. Główna bohaterka poczuła niemiłe dreszcze. "Czemu tak na mnie patrzy?" - myślała gorączkowo - "Powinnam uciekać?". Jednak pustelnik nie wydawał się być niebezpieczny. Uśmiechał się spokojnie do młodej kobiety, trwając nieporuszenie w tej samej pozycji. Wreszcie rzekł: - Podejdź tu, moje dziecko.- Choć Amelia nigdy nie była skora do wypełniania poleceń, tym razem, posłusznie posunęła naprzód. W źrenicach starego człowieka ukryta była niesłychana mądrość i doświadczenie. Mimo sędziwego wieku, w błękitnych oczach kipiała młodość i energia. - Jak dobrze, że wreszcie do mnie przybyłaś - mruknął z zadowoleniem. - obawiałem się, że twa próżność nie pozwoli ci dotrzeć do celu- Pod dziewczyną ugięły się nogi. Serce zadrżało niespokojnie. Poczuła niepohamowaną złość: jakim prawem ten dziwak mówi, że jest zarozumiała? Postanowiła jednak zachować spokój, gdyż wiedziała, że tak należy postępować z osobami nękanymi przez choroby psychicznie. - Pan mnie chyba z kimś pomylił...-zaczęła niepewnie. - Ależ nie, Amelio. Jesteś dokładnie tą osobą, o której myślę. Sprowadziłem cię tutaj, by poprowadzić z tobą dialog.- Krew zamarzła w żyłach z wrażenia. Jak to możliwe, że