Przyjaźń · 5 min czytania
Dar życia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ania wybiegła od Tomka ze łzami w oczach. Jak on mógł jej to zrobić? Jak mógł? Biegła a w głowie kołatała jej tylko ta jedna myśl – zawiodła ją osoba, której bezgranicznie ufała. Kompletnie nie wiedziała co ma ze sobą zrobić i dokąd ma iść… przecież nie wróci do domu. Jak tylko rodzice dowiedzą się co się stało gotowi są ją wyrzucić. Wolała sama siebie pozbawić dachu nad głową oszczędzając sobie tych komentarzy, kłótni – tego wszystkiego co zaoferują jej rodzice, gdy usłyszą, że jest w ciąży. Zatrzymała się w parku… pierwszą decyzję już podjęła – nie wróci - chwilę pomyślała nad tym jak bardzo niedojrzały jest to pomysł jednak nie miało to już większego znaczenia… teraz żadnego… co za różnica jedna „nieodpowiedzialność” mniej czy więcej. I tak zawiodła wszystkich i sama przestała ufać innym. Siadła na ławce, zamknęła oczy i myślała o tym co zdarzyło się przed chwilą. Ciągle miała przed oczami postać Tomka, który z wielkim trudem opuścił podnoszącą się do uderzenia rękę – nie opanował jednak złości, a właściwie szału w jaki wpadł kiedy usłyszał o dziecku i o ewentualnym wspólnym tzw. odpowiedzialnym, dorosłym życiu… Owszem zdawała sobie sprawę z tego, że może nie być szczęśliwy – ona sama była zła na siebie – ale żeby, aż tak się unieść i paroma przykrymi zdaniami skreślić to wszystko co było, te pięć lat, które ze sobą spędzili, te obietnice wspólnej przyszłości… ? Nie wierzyła, że ten kochający, troskliwy, ciepły człowiek zmienił się w nieludzkiego demona pozbawionego jakichkolwiek pozytywnych uczuć. A już w ogóle nie potrafiła pogodzić się z tym co jej powiedział na końcu: „Albo dziecko albo ja”. Była z siebie dumna, że wybrała dziecko – ono przynajmniej będzie ją kochać szczerą, dziecięcą miłością. Jednak bez jakiegokolwiek wsparcia będzie jej ciężko doczekać się tego uczucia. Lecz była pewna, że łatwo się nie podda, nie zrezygnuje – wręcz przeciwnie udowodni wszystkim tym ludziom, że potrafi, że umie się odnaleźć w swoim życiu zdominowanym przez niedojrzałość. Z tej zadumy wyrwał ją nagle czyjś przyjazny i pełen ciepła głosy. Uniosła głowę i zobaczyła nad sobą staruszkę, która z troskliwością wymalowaną na twarzy próbowała nawiązać z nią kontakt. Ania usłyszawszy, że kobieta chce ją wysłuchać i jej pomóc, opowiedziała